Narzeczeni

46/77

Wybór małżonka nie może być skutkiem kaprysu, chwilowej zachcianki, upodobania,
przelotnego uczucia. Wybór musi być staranny, gdyż od tego zależy czy przyszłe małżeństwo
będzie szczęśliwe, czy też nie. […]
Małżeństwo nie jest tylko sprawą serca, uczucia – jest ono w wielkiej mierze sprawą
rozumu.
W wyborze małżonka niemałą rolę odegrać powinien wzgląd na prawa Boga i dobro
naszej wiary chrześcijańskiej. Pytać należy o to, czy osoba wybrana kocha Boga i czy szanuje
prawa Kościoła. Bo od tego zależy, czy uszanuje prawo małżonka. Kto nie jest wierny Bogu,
zazwyczaj nie dochowa wiary małżonkowi.
Nadto, należy też brać pod uwagę dobro swoje i dobro drugiego z narzeczonych; ludzie
bowiem, dobrzy sami w sobie, mogą nie być dobrzy dla siebie, zwłaszcza gdy dzielą ich
różnice usposobień, środowiska i wychowanie.
Trzeba też brać pod uwagę dobro potomstwa. I dlatego młodzi winni dbać o swoje
zdrowie; mają prawo do zdrowia drugiej strony. Powinni domagać się od siebie wzajemnie
świadectwa lekarskiego sumiennego lekarza.

S. WYSZYŃSKI, Przygotowanie się do małżeństwa, „Ład Boży” R. 2 (1946), nr 22, s. 3.

49/3

Zrozumiałą jest rzeczą, że dwoje młodych ludzi, zamierzając połączyć się dozgonnym
węzłem małżeńskim, musi się dobrze poznać, ocenić charaktery, usposobienia, zdolności, ale
i wady, poznać rodzinę i krewnych, z którymi się spowinacą; muszą omówić sprawy
materialne, posagu, wyprawy itp. […] Czas narzeczeństwa to okres poważnego
przygotowania się do wielkich zadań i obowiązków, jakie czekają ludzi w małżeństwie.

S. WYSZYŃSKI, Pouczenie pasterskie o sakramencie małżeństwa na Dzień Świętej Rodziny, [Warszawa,
14 XII 1949], w: tenże, Dzieła zebrane, t. 1, 1949-1953, WSD, Warszawa 1991, s. 67.

58/42

Do rodziny, do narzeczeństwa, do małżeństwa wniesiesz przede wszystkim siebie. To jest
twój posag: Ty sama i twoje serce. Jesteś darem. To, co wniesiesz, będzie takie, jaka Ty jesteś:
czyste i nieskazitelne lub zbrukane. Szczęście twego narzeczeństwa i małżeństwa zależy od
twego „posagu” – od Ciebie samej. Jeśli wejdziesz w życie narzeczeńskie czysta, twoje
małżeństwo będzie czyste. Dzieci twoje będą się rodzić z czystej matki. Próg twego domu
będzie święty. Jeśli wejdziesz zbrukana, wszystko będzie zbrukane.
Dobrze wiesz, jak bardzo potrzebne jest rodzinie twoje miłujące serce. Ale tylko czyste
serce jest zdolne do prawdziwej miłości. I dobrze wiesz również, że aby zachować i ustrzec
czystość, trzeba ją uważać za skarb i czuwać, by go nie stracić przez nieuwagę,
lekkomyślność czy nieostrożne potknięcie. Jak naprawić drogocenny kryształ, gdy upadnie na
bruk i roztłucze się w drobne kawałki? Jak naprawić kryształ twego serca i ciała? Skazy
zostaną, a szkoda, bo kryształ straci wtedy swą cenę.
I dlatego trzeba wysiłku, ostrożności i dużej czujności, aby ustrzec swoje serce, zachować
czystość i godność.

S. WYSZYŃSKI, Wezwanie do Krucjaty Skromności. List do polskich dziewcząt z Jasnej Góry, [27 VII
1958], w: tenże, Dzieła zebrane, t. 4, 1958, WSD, Warszawa 2002, s. 169-170.

Małżeństwo

45/28

Między dwojgiem ludzi, pod Bożym patronatem powstaje nowy węzeł, nowa społeczność
małżeńska, która jest zespoleniem osób równych, w duchu przyjaźni i pomocy,
uzupełniających się wzajemnie. Ta społeczność małżeńska jeszcze zacieśni się przez
społeczność rodzicielską, gdy błogosławieństwo Boże udzieli rodzicom daru płodności. […]
Małżeństwo więc jest z natury swej religijne, jest związane z bezpośrednim działaniem
Boga.

S. WYSZYŃSKI, Boże pochodzenie małżeństwa, „Ład Boży” R. 1 (1945), nr 12, s. 3.

45/50

Małżeństwo nie jest czymś dodatkowym, czymś, co pozostaje na marginesie Ciała
Mistycznego Chrystusa – Kościoła. Przeciwnie, małżeństwo jest organem budowy Kościoła.
[…]
Kapłaństwo i małżeństwo obejmują dwie dziedziny życia ludzkiego, ściśle ze sobą
związane, wchodzą one w jednolity, zwarty plan Bożego budowania ludzkości.

S. WYSZYŃSKI, Stolica Apostolska a świat powojenny, Księgarnia Powszechna i Drukarnia Diecezjalna
we Włocławku, Włocławek 1945, s. 44.

57/51

Już Chrystus Pan mówił o tym, co ma łączyć męża i żonę. Ma ich łączyć miłość i to
miłość taka, jaką ma Chrystus ku Kościołowi. Toteż Apostoł wołał: „Mężowie, miłujcie żony
wasze, jako Chrystus umiłował Kościół i dał duszę za niego” (Ef 5,25).
Miłość więc, drodzy małżonkowie, jest obustronnym waszym obowiązkiem. Nie tylko
żona ma miłować męża: mąż ma miłować żonę. Oboje macie serca i serca obojga muszą być
wzajemnie sobie oddane. Uświęcacie się więc naprzód oboje i udoskonalacie przez wzajemną
miłość ku sobie.
Zapewne, miłość ta jest mocniejsza, gdy jesteście młodsi, bo wtedy i zalety ciała wam
pomagają. Ale przyjdzie dzień, gdy życie wpisze na waszych obliczach swoje bruzdy i ciężkie
ślady. Może zabraknie motywów, które skłaniały was kiedyś do wzajemnego przywiązania.
Wówczas, najmilsze dzieci, przychodzą inne motywy. Rodzi się obowiązek wzajemnego
współżycia – wierność. Niestety, tak często się zdarza, że mąż po niejakim czasie zaczyna
chodzić własnymi drogami i tworzy sobie nowe życie. Jest to zdrożność, nieszlachetność,
nieuczciwość! Trzeba zapytać, w imię jakiego prawa mężczyzna, który ma obowiązek być
człowiekiem honoru i zdrowej ambicji, opuszcza kobietę, której przyrzekł wierność aż do
śmierci, i szuka sobie nowego gniazda rodzinnego? To jest niezgodne z honorem, który ma
obowiązywać mężczyznę, a cóż dopiero z honorem chrześcijanina, dla którego wierność jest
moralnym i religijnym obowiązkiem.
Wzajemne współżycie obowiązuje i wtedy, kiedy zalety ciała już nie pociągają; zalety
duszy i jej charakter chrześcijański muszą was wzajemnie przy sobie utrzymać.

S. WYSZYŃSKI, Rodzice, nadeszła wasza godzina. Kazanie do małżonków katolickich, [Gniezno,
bazylika prymasowska, 15 VIII 1957], w: tenże, Dzieła zebrane, t. 3, 1956-1957, WSD, Warszawa
1999, s. 352-353.

61/32

Wzajemne współżycie obowiązuje i wtedy, kiedy zalety ciała już nie pociągają; zalety
duszy i jej charakter chrześcijański muszą Was wzajemnie przy sobie utrzymać.
Przez wzajemny szacunek…
Szacunek dla siebie! Kościół Was połączył w obliczu samego Boga, który Was szanuje.
Pamiętaj: sam Bóg szanuje twoją żonę. Jakim prawem ją poniewierasz? Poniewierasz
przecież dziecko Boże! – Sam Bóg szanuje twego męża! Jakim prawem Ty go poniewierasz,
jeśli Ojciec Niebieski go szanuje, jako dziecko swoje? O, jakże ważną jest rzeczą, byście
utrzymali wzajemny szacunek dla siebie, do końca waszego życia!
Przez wzajemną cierpliwość…
A dalej – cierpliwość wobec siebie! Jest ona znamieniem ludzi dojrzałych, doskonałych.
Cierpliwość jest znakiem wyrozumienia wzajemnego i zrozumienia życia. W trudnym życiu
brak niekiedy cierpliwości. Może być sto powodów, które usprawiedliwiają waszą
niecierpliwość,a pomimo tych stu powodów nie jesteście zwolnieni od cierpliwości
i wyrozumiałości wzajemnej. Bo cóż pomoże niecierpliwość? Macie codzienne
doświadczenie, że niecierpliwość nic nie rodzi. Cierpliwość zaś jest dalszym środkiem
wzajemnego uświęcenia.
Przez rodzenie dzieci…
A oto inny środek uświęcenia, dla matek, który tak mocno podkreśla Apostoł: niewiasta
uświęcona będzie przez rodzenie dziatek [por. 1Tm 2,15]. O tak, bo to jest wielka męka,
ofiara i trud. To jest ból tak ogromny, że ludzie chcą się z nim rozprawić, aby ulżyć kobiecie
w wypełnieniu obowiązku macierzyńskiego. A jednak lekarze mówią, że całkowicie nie da się
osiągnąć tego, aby kobietę rodzącą uwolnić od cierpienia. Cierpienie to ma ogromne
znaczenie. Ono Ciebie, Droga Matko, oczyszcza i stawia w obliczu Boga. Przypomina Ci, że
to Bóg jest tym, który w Tobie działa, kształtując nowe życie, dziecię swoje, aby przyszło na
świat. Cierpienie, którego tak ludzie nie lubią, jest koniecznym elementem naszego
osobistego udoskonalenia i uświęcenia.

S. WYSZYŃSKI, Rodzice! Nadeszła wasza godzina! Kazanie Prymasa Polski do rodziców katolickich,
uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 VIII 1961, w: tenże, KiPA, t. 9, s. 35-36,
Cz.
S. WYSZYŃSKI, Rodzice, nadeszła wasza godzina! Kazanie Prymasa Polski do rodziców katolickich,
[Frombork], uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 VIII 1961, w: tenże, Dzieła
zebrane, t. 7, 1961, IPJP2 ‒ WSD, Warszawa 2008, s. 331.

67/3

Godność osoby ludzkiej a miłość małżeńska i rodzinna.
U podstaw nauki Kościoła o „palących problemach współczesnej ludzkości” leży
naczelna prawda o wartości i godności człowieka. Człowiek jest osobą, istotą niepowtarzalną,
która ma wiele praw i obowiązków, ale nade wszystko prawo i obowiązek miłości: człowiek
musi być kochany i musi kochać, jeżeli chce się udoskonalić i chce spełnić swoje powołanie.
Na tych wartościach został położony najsilniejszy akcent nauki współczesnego Kościoła
o człowieku. Z tej naczelnej zasady wypływa bardzo wiele wniosków dla życia
w małżeństwie i rodzinie. Małżeństwo jest najściślejszym zespoleniem osób, głębokim
zjednoczeniem we wzajemnym oddaniu się osób, z czego powstaje głęboka wspólnota życia
i miłości.
Istota miłości.
Naczelną zasadą życia w małżeństwie i rodzinie jest miłość. Jest to miłość osoby do
osoby. Powstaje ona niekiedy przez rozbudzone uczucie i wrażenia zmysłowe, ale staje się
dopiero wówczas ludzką, gdy obejmuje całą osobę, a więc również rozum i wolę. Miłość
musi brać pod uwagę całą osobę i jej czynić dobro. Powinna radować się z drugiej osoby.
Dopiero taka miłość nadaje ludzką godność uczuciom, a nawet ich oznakom zewnętrznym.
Taka miłość przemienia całe życie osoby ludzkiej. Jeżeli jest ona ponadto obdarowana
i uzdrowiona łaską miłości Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, który również miłość ludzką
odkupił, wówczas miłość ludzka przewyższa zdecydowanie moc, radość i wartość pociągu
zmysłowego czy seksualnego. Sam bowiem pociąg fizyczny jest z natury swojej samolubny,
szuka siebie, dlatego stanowi dla obydwu stron niebezpieczeństwo oraz szybko i boleśnie
ginie (zob. Konstytucja Gaudium et spes, 49). Erotyzm, a tym bardziej seksualizm, jest
zamknięty w sobie, chce być radością dla siebie, a do drugiej osoby zmierza tylko po to, aby
jej użyć jako narzędzia, które prędko można zmienić lub porzucić, gdy przestanie się
podobać.
Ludzka miłość małżeńska powiązana z łaską miłości Jezusowej potrafi udzielać się
drugiemu człowiekowi i przyjmować dar drugiego człowieka. Taka miłość ze swej natury
uwzględnia wartość osoby ludzkiej i dlatego chce być nieodwołalna i wierna, w doli i niedoli
odpowiedzialna za dar osoby ludzkiej.

S. WYSZYŃSKI, Słowo duszpasterskie na uroczystość Świętej Rodziny, 8 I 1967, w: Listy pasterskie
Prymasa Polski 1946-1974, Éditions du Dialogue, Paris 1975, s. 531-532.

71/29

Dzieci Boże! Pamiętajmy o jednym: miłość nigdy się nie przeżywa! A ponieważ
Ewangelia jest pisana językiem miłości, dlatego nigdy się nie przeżywa. Chrystus powiedział:
„Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą”. Dlatego Ewangelia i wszystko, co
się z niej rodzi, jest zawsze aktualne, ma znaczenie nie tylko w przeszłości, ale i dla
teraźniejszości.

S. WYSZYŃSKI, 750-lecie trzecich zakonów – tercjarzy św. Franciszka, Jasna Góra, 1 VIII 1971, w: tenże,
KiPA, t. 37, s. 300, Cz.

71/35

Chrystus jest rodzinny. Stworzył atmosferę rodzinną w Nazaret i wśród uczniów swoich,
na drogach apostolskich. Dlatego zanim odszedł do Ojca, pomyślał o tych, których nabył
Krwią Swoją. Chciał, aby i oni trwali we wspólnocie rodzinnej. Pamiętał o tym nawet na
Kalwarii. Otwarte Serce naszego Brata i Zbawcy Jezusa Chrystusa, dostrzegło Serce swej
Matki i serce ucznia. Głosem braterskim powiedział Chrystus do ucznia – i do nas
wszystkich: „Oto Matka twoja” – oto Matka wasza! Ukazując Jana, a w nim wszystkich
synów Bożych, powiedział do Matki: „Oto syn Twój” – oto siostry i bracia moi – Twoje
dzieci!

S. WYSZYŃSKI, Rozpoczęcie nawiedzenia w diecezji lubelskiej, Tomaszów Lubelski, 7 VIII 1971,
w: tenże, KiPA, t. 37, s. 369-370, Cz.

75/40

Prawdziwa miłość obejmuje zawsze element ofiary. Kościół najchętniej sprawuje liturgię
zaślubin w czasie Ofiary Mszy św., aby uświadomić nowożeńcom, że jak Chrystus oddaje się
nam w Ofierze Ołtarza, tak też i Wy, sprawując misterium sakramentu małżeństwa, jesteście
gotowi do ofiar. Nigdy nie może to być ofiara jednostronna, tak iżby żona była ofiarą a mąż
tylko przyjmował taką jej postawę. I on musi być gotów do ofiarowania siebie. Dopiero
wtedy jest w miłości doskonała, chrześcijańska równowaga.
Postanówcie sobie miłość wzajemną i to wszechstronną, pełną, nie tylko na dziś, ale na
całe wasze życie. Chociaż będziecie się zmieniali zewnętrznie, miłość wasza będzie się
pogłębiać przez dostrzeganie w sobie walorów duchowych, które są istotne dla waszego
współżycia.

S. WYSZYŃSKI, Podczas ślubu Haliny i Stefana Jurkiewiczów, Warszawa, Miodowa, 6 IV 1975, w: tenże,
KiPA, t. 50, s. 16, W.

75/41

Małżonkowie tak często tłumaczą się, że nie czują już do siebie takiego upodobania, jak
na początku swej wspólnej drogi. Prawdopodobnie zawiodła tutaj pedagogika miłości.
Zapomnieli, że mają obowiązek obejmować miłością całe życie drugiego człowieka i całemu
jego życiu się oddać. I to wzajemnie: żona oddaje się całemu życiu męża, mąż – całemu życiu
żony.
Małżeństwo jest wzajemną pomocą. Poucza nas o tym nauka Kościoła. Tak przecież
zaczęło się w raju, gdy sam Bóg – jak nam to w prostych słowach wyjaśnia Księga Rodzaju –
dostrzegł, że niedobrze jest być człowiekowi samemu i potrzeba mu pomocy.

S. WYSZYŃSKI, Podczas ślubu Haliny i Stefana Jurkiewiczów, Warszawa, Miodowa, 6 IV 1975, w: tenże,
KiPA, t. 50, s. 18, W.

75/42

Nigdy jednak, Najmilsi, nie oczekujcie pomocy od drugiej strony, lecz zawsze sami
spieszcie z pomocą: mąż żonie, żona mężowi. Tak wytworzy się właściwy, prawdziwie
ludzki, wzajemny stosunek między Wami. Nigdy też nie oczekujcie za wiele od drugiej
strony, nie wymagajcie więcej aniżeli od siebie. Zawsze naprzód od siebie więcej
wymagajcie. Nie można tak ustawiać sprawy, aby tylko drugiej stronie stawiać wymagania,
a siebie zwalniać od wszystkiego. Dopiero wtedy będzie między Wami prawdziwa miłość,
prawdziwa służba i prawdziwa gotowość do ofiar, gdy każde z Was będzie myślało o tym, co
potrzebne jest drugiej stronie, a nie sobie. Dopiero wówczas zapanuje między Wami
doskonała równowaga i harmonia.
Nigdy też nie spieszcie się z czynieniem sobie uwag czy wymówek. Naprzód lepiej
rozpatrzeć, „czy we mnie jest wszystko w porządku, czy wszystko czynię, co do mnie
należy”. Dopiero wtedy, gdy ocena naszego postępowania będzie pozytywna, mamy prawo
oczekiwać dobra i od drugiej strony.

S. WYSZYŃSKI, Podczas ślubu Haliny i Stefana Jurkiewiczów, Warszawa, Miodowa, 6 IV 1975, w: tenże,
KiPA, t. 50, s. 18, W.

73/51

Ale czyniąc to sami, pamiętajcie, że Wy, Rodzice katoliccy, musicie nauczyć tego wasze
dzieci. To jest wasz obowiązek. Przyjęliście bowiem dar wiary, światło Ewangelii, moce
eucharystyczne, sakramenty święte nie tylko dla siebie, lecz także dla dzieci waszych.
Podobnie, jak całe wasze życie musi być im oddane, tak też i wszystko, co jest w Was, co jest
waszym bogactwem duchowym czy materialnym – należy się waszym dzieciom. W tym
wyraża się wasza służba rodzinie.
Zapewne, małżeństwo ma także znaczenie osobiste. Jest wzajemnym podtrzymywaniem
się dwojga ludzi w drodze przez ziemię do Ojca Niebieskiego. Jest też jakimś prawem do
radości, której skromną cząstkę daje współżycie dwojga. Jest również udzielaniem sobie
wzajemnej pomocy, aby wypełnić najważniejsze zadanie: oddać Ojcu Niebieskiemu życie,
które od Niego pochodzi.
Ale ponadto małżeństwo, rodzina, to powołanie społeczne, Boże. Żyjecie bowiem nie dla
siebie, lecz dla rodziny, dla dzieci. Wiemy, jak wielka jest radość, gdy nowy człowiek na
świat się rodzi. Może ludzie dzisiaj nie doceniają tego. Dostrzegamy nawet ogromny i groźny
w swych skutkach spadek urodzin. Ostrzegałem przed tym od dawna. Głos mój brzmiał
samotnie. – Ostrzegałem wtedy, gdy wydano ustawę dopuszczającą przerywanie ciąży i gdy
ogłoszono w Sejmie, że dzień ten był „świętem kobiet”. Kobiety bowiem były głównymi
referentkami tej ustawy w komisjach sejmowych i na Sejmie. A mnie wydawało się, że jest to
nie święto kobiet, lecz śmierć kobiet! Kobieta bowiem nie jest powołana do tego, by zabijała,
lecz aby była matką życia. „Ewa” to znaczy „matka życia”. Maryja – nowa Ewa – jest Matką
życia Jezusa Chrystusa.
Każda kobieta jest matką życia, nie śmierci. I dlatego to, co wówczas stało się w Sejmie,
fakt, że kobiecie powierzono zreferować ustawę o przerywaniu ciąży, było wielką zniewagą
wszystkich kobiet. Tę zniewagę trzeba odrobić! Przed laty protestowałem sam; dzisiaj, dzięki
Bogu, czyni to również prasa, podkreślając wartość rodziny, znaczenie matki i jej prawa
w rodzinie; pisząc o obowiązkach rodziców i zachęcając ich, aby dali dzieci rodzinie,
narodowi, państwu – a my dodajemy: Bogu, z którego pochodzi wszelkie ojcostwo.
Przekazywanie życia jest waszym obowiązkiem, Najmilsi Rodzice. Jeżeli w waszej
rodzinie parafialnej jeszcze przed kilkunastu laty rodziło się około dwustu dzieci rocznie, jak
wynika z metryk, a dzisiaj jest zaledwie pięćdziesiąt chrztów, to widzicie sami, że nie
spełniacie swego obowiązku i zadania tak jak dawniej.

S. WYSZYŃSKI, Do rodziców podczas wizytacji kanonicznej parafii, Jeruzal, 23 IX 1973, w: tenże, KiPA,
t. 44, s. 62-64, Cz.

Rodzina

45/27

Rodzina jest łącznikiem między człowiekiem, narodem, państwem i Bogiem.

S. WYSZYŃSKI, Społeczność rodzinna, „Ład Boży” R. 1 (1945), nr 11, s. 3.

46/5

Rodzina uzdalnia człowieka nie tylko do życia fizycznego, ale i do współżycia
społecznego. Z rodziny bowiem człowiek wynosi początek moralnych i społecznych pojęć,
które kształcą jego osobę.

S. WYSZYŃSKI, Co rodzina daje państwu?, „Ład Boży” R. 2 (1946), nr 1, s. 3.

72/12

Niesłychanie doniosłą dziedziną, w której trzeba wielu ofiar i wyrzeczeń, jest życie
rodzinne. Patrzcie, jak wyglądało ono w Najświętszej Rodzinie. Ojciec Niebieski posyłając
Syna Swojego na świat, wymagał od Tego, który był Bogiem i Człowiekiem – posłuszeństwa
wobec ludzi: wobec Maryi, Bogurodzicy, Matki Chrystusowej i wobec Józefa, Opiekuna
Świętej Rodziny. Jezus musiał się podporządkować ludziom. I uczynił to. Przydała Mu się
później umiejętność posłuszeństwa. Posłuszny Ojcu – przyjął kielich goryczy, ofiarował się
na śmierć krzyżową. Posłuszny ludziom, pozwolił zgodnie z wolą Ojca, przybić swoje dłonie
do krzyża. Posłuszny – wrócił z nieba po Zmartwychwstaniu do uczniów swoich.
Posłuszna była Maryja. Powiedziała Bogu: „Oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie
według słowa Twego” (Łk 1,38). Posłuszny był też i Józef, gdy otrzymywał od Boga
najrozmaitsze polecenia, aby zapewnić Świętej Rodzinie bezpieczeństwo, zasłonić Ją przed
wrogami. Ale łączyło się to z licznymi ofiarami.
Nie myślcie, Dzieci Boże, że spełnienie obowiązków małżeńskich może być wolne od
ofiar i krzyża. Potrzeba wielkiego poświęcenia i wielu wyrzeczeń. Wy, Ojcowie, musicie
pamiętać, że żyjecie nie dla siebie, lecz dla swojej rodziny, dla żony i dzieci. Wasze zdolności,
talenty i umiejętności, owoce waszej pracy zawodowej – nie są waszą własnością, lecz
własnością waszej rodziny. Podobnie praca żony.

S. WYSZYŃSKI, Ołtarz życia. Podczas Dnia Modlitwy Mężczyzn Archidiecezji Warszawskiej, Warszawa,
Niepokalanów, 9 IV 1972, w: tenże, KiPA, t. 39, s. 235, Cz.

74/8

Katolicki model rodziny zaczął tworzyć sam Stwórca w Nazaret od dnia Zwiastowania.
W życie domowe Maryi i Józefa wszczepił życie Boga-Człowieka. Już przez to pouczył, że
każda rodzina katolicka ma być ukierunkowana do zespalania w jedno mocy Bożych
i wartości ludzkich. Trwałość życia rodzinnego usiłują zabezpieczyć zarówno Pismo Święte,
jak teologia dogmatyczna i prawo kanoniczne. Moralność chrześcijańska stara się uwydatnić
znaczenie prawa przyrodzonego, etyki wychowawczej, ascetyki cnót indywidualnych
i społecznych oraz warunków ekonomicznych zdrowego rozwoju i funkcjonowania rodziny.

S. WYSZYŃSKI, Słowo wstępne Prymasa Polski, Warszawa, 2 II 1974, w: tenże, KiPA, t. 45, s. 84, W.

Wychowanie

45/19

Człowiek współczesny powinien być wszechstronnie wychowany: i dla siebie, i dla
Boga, i dla państwa, i dla narodu czy społeczeństwa. Wychowanie powinno dotyczyć całej
osoby ludzkiej, to znaczy ma objąć jego charakter osobisty i społeczny.

S. WYSZYŃSKI, Wychowanie nowego człowieka, „Ład Boży” R. 1 (1945), nr 9, s. 3.

45/20

Podstawą każdego zdrowego wychowania człowieka, czyli uzdolnienia go do spełnienia
wszystkich zadań życiowych, ma być dobry stosunek do samego siebie. […]
Jako istota złożona z ciała i duszy, dążę, poprzez doskonałość życia doczesnego, do Boga.
Skierowany więc jestem i ku ziemi, i ku niebu. Ku ziemi – w granicach celów doczesnych.
Ku niebu – w granicach wiecznego zjednoczenia z Bogiem.
Już to wskazuje, że muszę być wychowany i dla ziemi, i dla nieba. Muszę więc uzdolnić
swoje ciało do jego zadań ziemskich – przez wychowanie fizyczne, by się uchronić
cherlactwa i niedołęstwa życiowego.
Muszę uzdolnić swoje władze duchowe – rozum, wolę i serce, do tychże zadań – przez
wychowanie umysłowe, duchowe i religijne.
W wychowaniu osoby ludzkiej naczelne miejsce ma zająć przekonanie, że w nowym
ustroju, do którego człowiek ma być przygotowany, pierwsze miejsce, po Bogu, ma zająć
człowiek.
Wtedy nie zapomni on o wielkiej swej godności i o doczesnym, i ostatecznym
przeznaczeniu.

S. WYSZYŃSKI, Wychowanie nowego człowieka, „Ład Boży” R. 1 (1945), nr 9, s. 3.

57/34

Rodzina wychowująca.
Naprzód krótko: rodzina wychowująca. Jako cel – rodzina ma nie tylko danie życia, ale
i wychowanie. I wydaje mi się, że to trzeba dzisiaj szczególniej bardzo w Polsce podkreślić,
bo posłuszeństwo przykazaniu: „Rośnijcie i mnóżcie się, i napełniajcie ziemię” (por. Rdz
1,28), to posłuszeństwo współdziałania z Ojcem życia jest w Polsce budujące. Natomiast gdy
idzie o drugie zadanie rodziców, o wychowanie dzieci na świat wydanych, to bardzo zawodzi.
Rodzina jest pierwszym środowiskiem wychowania, o wpływie istotnym
i niezastąpionym. I znowu doświadczenia uczą, że brak wkładu wychowawczego rodziny
udaremnia nawet pracę szkoły, nawet pracę Kościoła, nawet pracę państwa. Wystarczy tutaj
przytoczyć kilka słów, choć chciałbym tego uniknąć. Gdy matka w fabryce, a dziecko na
ulicy, to dziecko staje się chuliganem, staje się „wdechowcem”, wobec którego społeczeństwo
jest bezradne.
Ilekroć mówimy: rodzina wychowująca, mamy przed sobą tak ogromny temat, że
słusznie, drodzy moi, moglibyście się przestraszyć, że będę do wieczora mówił. Ale
pocieszam was, że podkreślam tylko, że tu jest miejsce na to, by mówić, choć mówić się nie
będzie, o obowiązkach wychowawczych i zadaniu rodziców, o zadaniu matki, o zadaniu ojca,
o warunkach niezbędnych dla wychowania rodziców. Można więc tylko wyliczać właściwie
zagadnienia, a więc, że wychowanie jest związane z ojcostwem, że nie masz takiej władzy,
która by była zdolna zwolnić rodziców od tego obowiązku. To wychowanie, po grzechu
pierworodnym tak utrudnione, wymaga od rodziców i zdrowej dziedziczności, i tu całe
zagadnienie eugeniki wychowawczej, i zjednoczonej atmosfery ogniska domowego, i tu jest
zagadnienie prawne nierozerwalności małżeństwa, i socjologiczne, i religijne, i moralne, co
wymaga również i ducha chrześcijańskiego.
Wychowanie rodzinne wymaga ustrzeżenia rodziny od złych wypływów, od złej prasy, od
pornografii, od widowisk złych, od lektury niestosownej, od niezdrowej atmosfery stosunków
towarzyskich. I to jest niezmiernie ważna rzecz: społeczeństwo katolickie powinno mieć
prasę katolicką, społeczeństwo katolickie powinno mieć książkę i wydawnictwa katolickie,
i ma do tego prawa. To nie jest tylko zagadnienie łaski czy też przydziału dobrowolnego. To
jest zagadnienie sprawiedliwości. Tym więcej, że my jesteśmy świadkami tak licznych
wydawnictw, których bardzo często nikt nie czyta, wydawnictw, które zajmują się obrzydliwą
wprost pornografią.

S. WYSZYŃSKI, Współdziałanie sił wychowawczych ‒ warunkiem skutecznego wychowania człowieka.
Wykład J.Em. Ks. Kard. Stefana Wyszyńskiego wygłoszony do pielgrzymki nauczycieli na Jasnej
Górze w dniu 30 czerwca 1957 r., Jasna Góra, 30 VI 1957, w: tenże, KiPA, t. 2, s. 238, Cz.

57/50

Trzeba nauczyć dziecię szlachetnego sposobu życia, przygotować je do życia. Nie
wystarczy rzucić je w świat i powiedzieć: radź sobie! Nie, rodzice, wasz obowiązek
i odpowiedzialność za dzieci trwa długie lata. Do was należy tak uformować i ukształtować
dziecię, tak je przyzwyczaić do praktycznego życia, by już łatwo umiało sobie poradzić ze
sobą, gdy będzie samodzielne.
By tak wielkie posłannictwo, tak podniosłe zadanie wypełnić, trzeba jednego: uświęcenia
obojga małżonków. Nie wystarczy, że powiązani przez sakrament małżeństwa żyjecie obok
siebie. Musicie teraz oddziaływać na siebie jako ochrzczeni w Kościele Chrystusowym
i zjednoczeni przez sakrament małżeństwa. Wychowujecie nie tylko swoje dzieci,
wychowujecie wzajemnie siebie. I pod tym względem nie ma różnicy między obowiązkami
ojca i matki, małżonka czy też małżonki. Przesądem jest, że tylko matka musi być religijna,
a ojciec może być jakikolwiek, bo to i tak wszystko jedno.
Obowiązki są równe, choć różne i męża, i żony. I wysiłek musi być wspólny, aby się
wzajemnie uświęcać. Nie można dopuścić, by żona była aniołem, a mąż szatanem; by żonę
obowiązywało Dziesięcioro Przykazań, a męża nie; by żona musiała być trzeźwa, a mąż mógł
być nietrzeźwy; by żona musiała być wierna, a mąż – jak się zdarzy. To są wszystko przesądy!
Obowiązki są równe w obliczu Boga, bo Bóg jest Ojcem i męża, i żony. On ustanowił
przykazania dla jednej i dla drugiej strony.

S. WYSZYŃSKI, Rodzice, nadeszła wasza godzina. Kazanie do małżonków katolickich, [Gniezno,
bazylika prymasowska, 15 VIII 1957], w: tenże, Dzieła zebrane, t. 3, 1956-1957, WSD, Warszawa
1999, s. 352.

59/59

Największą słabością dzisiejszej młodzieży jest zanik obowiązkowości. Przejawia się to
wszędzie: w rodzinie, w życiu społecznym i szkolnym, nawet w życiu religijnym; zanik
obowiązkowości, niewrażliwość na obowiązek, ucieczka przed obowiązkiem, przed normą,
zasadą i prawem, przed każdą wspólnotą działającą.
Wszędzie odnawia się jakiś bliżej nieokreślony indywidualizm działania. Nie jest to
nawet indywidualizm myślenia, bo nie ma w nim często żadnego procesu myślowego. Nie
jest to również jakiś nowy indywidualizm moralny, bo nie ma w nim najczęściej w ogóle
żadnych zasad moralnych w porównaniu z tymi, od których się ukradkiem odchodzi. Jest to
tylko jakaś słabość ogromna, jakiś wielki odpływ sił. Chociaż młodzież trwa przy Was nie
trzy dni, jak przy Chrystusie, ale lata, działacie na nią dziwnie słabo. Przychodzi chwila, że
odpływają, nie ma ich! Zabrakło im sił. Rzecz znamienna, że gdybyście chcieli pytać –
dlaczego i w imię czego odeszli, nie umieliby Wam na to odpowiedzieć. Nasza młodzież na
ogół nie podaje racji: dlaczego? Nie odpowiada na takie pytanie. Nie umie! Nie ma i na to sił!
Wydaje mi się, że wobec takiej sytuacji, którą określiłbym raczej, jako psychiczną niż
intelektualną czy moralną, jedna jest sprawa niezwykle doniosła; spotęgowanie
obowiązkowości osobistej i osobistej odpowiedzialności w życiu rodzinnym, społecznym,
wychowawczym i religijnym.

S. WYSZYŃSKI, Żal mi tego ludu… Do wychowawców i nauczycieli. Trzeci dzień modlitwy
wychowawców i nauczycieli na Jasnej Górze, Jasna Góra, 28 VI 1959, w: tenże, KiPA, t. 5, s. 308, Cz.
S. WYSZYŃSKI, „Żal mi tego ludu…”. Do wychowawców i nauczycieli. Trzeci Dzień Modlitwy na Jasnej
Górze, Jasna Góra, 28 VI 1959, w: tenże, Dzieła zebrane, t. 5, 1959, IPJP2 ‒ WSD, Warszawa 2006,
s. 292.

68/79

Jakie to szczęście, że w Polsce rodzina jest na ogół jeszcze katolicka, że nie połknęła
rozkładowego bakcyla niewiary i ateizmu, tak zachwalanego i subsydiowanego, że broni się
jeszcze i walczy. Można w rodzinie polskiej znaleźć dziś młodzież, która zachowuje szacunek
dla rodziców, która się uczy, pracuje, zdobywa dyplomy i rzetelnie przygotowuje się do
nowego życia. To jest nasza nadzieja! Nadzieja Kościoła, Narodu i Państwa, bo na taką
młodzież wszyscy jeszcze dzisiaj liczą.

S. WYSZYŃSKI, Żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi moc! Podczas głównej uroczystości
150-lecia Diecezji Sandomierskiej i na zakończenie Dni Maryjnych, Radom, 6 X 1968, w: tenże,
KiPA, t. 30, s. 15, W.

71/9

Gdy sobie siedzisz spokojnie, odizolowana fizycznie i psychicznie od wszystkich,
wmyślaj się w to. Nie jesteś sama, bo nie możesz się odizolować od twego Ojca, który jest
Miłością. Człowiek nie jest w stanie tego uczynić. Nie możesz odizolować się od miłości
Ojca. Bóg nie może Ciebie nie kochać! Uwierz w to! Nie może! Na tym polega Jego
„słabość”, słabość Wszechmocnego, że musi Ciebie kochać. I w to uwierz! Mało się o tym
mówiło dotychczas. Jeżeli tego nie powiedzą człowiekowi współcześni teologowie, to nie
powiedzą mu najważniejszego, co jest mu najbardziej potrzebne.
Uwierz w to, Dziecko Kochane, że gdy siedzisz nad książką na ławie szkolnej czy przy
biurku, gdy jesteś w łóżku, czy pijesz kawę, gdy błąkasz się po lesie, gdy jesteś zbuntowana
czy nawet podejrzliwie usposobiona do Boga – On Ci ufa, On nie podejmuje przeciwko Tobie
żadnej złej myśli, On Cię nie opuszcza, jest z Tobą. On nie może być poza Tobą, bo Ty jesteś
owocem Jego miłości, jesteś emanacją Jego Istoty. Istota Boża w swej wielkiej mądrości, woli
i miłości uosobiła się w Tobie.
Prawdziwy Człowiek – Jezus Chrystus – nie był na świecie sam. To był Bóg-Człowiek:
Słowo Przedwieczne, Druga Osoba miłującego Boga i Syn Człowieczy. Zapewne, w innym
wymiarze, ale tak też jest z Tobą. Od chwili gdy jesteś, już Bóg jest w Tobie, bo gdyby Go
w Tobie nie było, nie byłoby Twego istnienia. Nieraz gdy wątpisz, czy Cię Bóg kocha, zapytaj
siebie: jestem czy nie jestem? – Jestem. To jest największy dowód, że Bóg Cię kocha. Gdyby
Cię nie kochał, nie istniałabyś. Dlatego Bóg nie musiał dużo mówić Mojżeszowi o sobie,
tylko tyle: „Jam jest, który Jest”. To usprawiedliwiało wszystko, całe Jego działanie. A jeżeli
dziś wiemy, że Bóg nie tylko jest, ale jest Miłością, to wyjaśnia nam również, kim my
jesteśmy. Nie myśl, że jesteś kimś bardzo małym, drobnym, kimś bez znaczenia, niegodnym
pamięci, myśli, troski Bożej! Bóg całą swoją miłość i mądrość przelał na Ciebie. A ponieważ
jest Wszechmocny, obdarzając Ciebie nie pokrzywdził innych.

S. WYSZYŃSKI, Najbliższy Tobie jest Bóg – Miłość. Do młodzieży licealnej, Szymanów, Liceum Sióstr
Niepokalanek, 21 III 1971, w: tenże, KiPA, t. 36, s. 152-153, Cz.

71/13

Człowiek współczesny, na skutek wszechpotęgi stylu życia technicznego, czuje się
zagubiony. Technicyzm bierze górę. Młodzież jest urzeczona rozwojem i potęgą techniki,
odpowiada jej to bardzo. Częściej ma ona kontakt z aparatem, narzędziem, niż z człowiekiem,
osobą. Są ludzie, którzy całe godziny spędzają w kontakcie bezpośrednim z aparatem,
narzędziem, maszyną czy kombinatem maszyn. Maszyna wciąga człowieka całkowicie,
wymaga jego absolutnej uwagi. I biada, gdyby tej uwagi nie dostarczył. Mógłby się wtedy
zupełnie zgubić, nie tylko psychicznie, ale i fizycznie.

S. WYSZYŃSKI, Problemy wychowawcze młodzieży męskiej. Do diecezjalnych referentów duszpasterstwa
młodzieży męskiej, Warszawa, 14 IV 1971, w: tenże, KiPA, t. 36, s. 236-237, Cz.

72/7

By pomóc młodzieży, trzeba przede wszystkim nie dawać jej zgorszenia w ognisku
rodzinnym. Przecież dzieci i młodzież idąc w życie wynoszą najwięcej z domu – zarówno
dobra jak zła. Zważmy, czy uczyniliśmy wszystko, aby obronić nasze dzieci i młodzież przed
złym przykładem; przed niezgodą domową i rozbiciem więzi rodzinnej; przed osamotnieniem
i poczuciem opuszczenia; przed obojętnością i niewiernością wobec Boga; przed nieufnością
wobec zbawczego wysiłku Kościoła i jego sług; przed rozrzutnością, nietrzeźwością,
wygodnictwem, samolubstwem, niewrażliwością na ludzi cierpiących i biednych.
By pomóc młodzieży, trzeba ją otoczyć opieką w jej życiu pozadomowym – w szkole,
w pracy, w środowisku towarzyskim. Nie można być obojętnym na to, co dzieje się
z młodzieżą w szkole i na ulicy czy na to, jak wygląda jej religijność i obyczajność. Mamy
między innymi na myśli osławione dziś ośrodki zebrań towarzyskich, gdzie młodzież
pozostaje sama, bez należytej opieki i kierunku. Jakże często młodzi ludzie, którzy nie
doznali serca w domu, osamotnieni, nielubiani, nie wzbudzający zainteresowania ani
rodziców, ani wychowawców, tworzą sobie własne środowisko, nie zawsze najlepsze,
poddani najgorszym wpływom i popędom. Umiemy narzekać na młodych i opisywać
wymownie ich wyczyny. Ale czy to wystarczy? Czy i tutaj nie należy jej przyjść z życzliwą
radą i opieką?
By pomóc młodzieży, trzeba starać się ją zrozumieć, doceniając jej dążenia i głody. Nie
bądźmy pobłażliwi, bądźmy krytyczni. Ale też i nie przesadzajmy w wydawaniu surowych
sądów. Zamiast czarnych plam, chciejmy rzucić snop światła na młode porywy. Chociaż nie
brak jest niepokojących przejawów życia w wielu środowiskach młodzieżowych, jednak są
tam i rzeczy dodatnie.
Młodzi krytykują starszych, że są zdemoralizowani dziejami ostatniego półwiecza.
Powiedzmy im więc: „Nie naśladujcie tego, co się Wam, młodym, w nas nie podoba; ale
chciejcie jednocześnie dostrzec dobro, jakie pozostawia po sobie schodzące pokolenie, które
przetrwało dwie wojny i dwukrotnie dźwignęło Ojczyznę z niewoli i okupacji, a teraz stwarza
warunki dla umocnienia sprawiedliwości, pokoju i ładu”. Pamiętajmy również, że młode
pokolenie łaknie nie tylko chleba i dobrobytu, ale Boga, świateł Ewangelii, wzoru, który
porywałby do naśladowania.
Chciejmy stworzyć młodemu pokoleniu sposobność do działania i czynienia dobrze.
Niech w każdym człowieku dostrzegą brata. Niech uczą się mu pomagać i służyć. Niech
nikogo nie gorszą i nie poniżają. Niech kształcą w sobie zmysł sprawiedliwości i pokoju.
Niech mają wolę ratowania młodych rówieśników od rozkładu moralnego, nietrzeźwości
i brutalności. Niech pragną poświęcać się dla braci. Niech uczą się sumienności
i bezinteresownej pracowitości.
Stać ich na to wszystko! Przecież w szeregach dzisiejszej młodzieży nie brak przejawów
idealizmu, szukania nowych dróg, pragnienia sprawiedliwości społecznej, umiłowania pokoju
i poszanowania ludzi, a zwłaszcza rzetelnej, szczerej, nie zafałszowanej miłości. Młodzież
dostrzega, że taką miłość może dać tylko Chrystus. Dlatego nawet ci, których społeczeństwo
nie rozumie – tak zwana młodzież hippisowska – wołają coraz częściej niemalże słowami
Apokalipsy : „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20).
Drodzy Rodzice i Wychowawcy! Nie lękajcie się Chrystusa, Waszego Pomocnika!
Przywołujcie i wyznawajcie Go odważnie, ukazując Go Waszej dziatwie i młodzieży! Dla
nadchodzących pokoleń Jezus Chrystus nadal jest „światłością świata”. On wczoraj, dziś
i jutro – zawsze ten sam! Ojciec przyszłego wieku! Gdy my odejdziemy, niech Chrystus
pozostanie z naszą dziatwą i młodzieżą.
W trosce o Wasze umiłowane dzieci i młodzież, o ich pion moralny i religijny, o ich
rzetelność, wierność, o poczucie odpowiedzialności za losy Kościoła i Ojczyzny, oddajcie ich
w niezawodne dłonie Najlepszej Matki Chrystusowej i naszej, Matki Kościoła, Maryi, która
wykarmiła i wychowała świata Zbawienie. Módlcie się do Niej za Wasze dzieci i za całą
młodzież polską. Ona pomoże Wam ustrzec ich od zła i wychować w łasce u Boga i u ludzi,
dla dobra Kościoła i Narodu, ku Waszej pociesze i radości. Przecież w Jej światłach
wychował się najpiękniejszy wzór naszych czasów – błogosławiony Maksymilian Maria
Kolbe, który umiał oddać swoje życie w obronie brata.

S. WYSZYŃSKI, Do rodziców, wychowawców i starszego społeczeństwa na dzień wielkopostnego
rachunku sumienia, [Warszawa], Popielec 1972, w: tenże, KiPA, t. 39, s. 128-129, Cz.
S. WYSZYŃSKI, Apel do rodziców, wychowawców i starszego społeczeństwa na dzień wielkopostnego
rachunku sumienia, Warszawa, Popielec 1972, w: Listy pasterskie Prymasa Polski 1946-1974, Éditions
du Dialogue, Paris 1975, s. 639-640.

72/36

Dzieci Boże! Gdy jesteście dziś pełni niepokoju o młode pokolenie, okażcie im
w rodzinach ducha miłości. Niech zaznają pokoju w domu. Odnoście się do nich
sprawiedliwie, szanujcie ich, bo to są dzieci Boże. Chociaż mówicie: mój syn, moja córka –
jest to w istocie Boży syn, Boża córka, tak jak i Wy. Dlatego wspólnie wołacie – dzieci
i rodzice – „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. […]
W tym duchu wychowujcie młode pokolenie. Przysłużycie się dzieciom waszym, które
wiele od Was nie wymagają, tylko miłości, szacunku, zainteresowania się nimi, okazania im
troski. Pamiętajcie, że najważniejszym waszym obowiązkiem na ziemi są wasze dzieci.
Chociaż byście byli wybitnymi specjalistami w swoim zawodzie, badaczami, naukowcami,
pisarzami, i mieli wielkie osiągnięcia na polu nauki – niczym jest to wszystko, jeśli nie
wypełnicie najważniejszego obowiązku wobec waszych synów i córek. Dla nich przede
wszystkim jesteście i im macie służyć.
A gdy tak będziecie postępować, nie będziecie się już za nich wstydzić i narzekać na
swoje dzieci. Otwórzcie im serca, okażcie miłość, chciejcie im służyć, prowadźcie do Boga!
Nie myślcie, że gdy wychowacie dobrych zawodowców, będą to dobrzy ludzie. Wybitni
specjaliści wymordowali pół miliona swego narodu; specjaliści niemieccy, wybitni lekarze,
chemicy, wymordowali niemal cały naród. Nie wtedy wasze dzieci staną się użyteczne, gdy
będą dobrymi zawodowcami, gdy skończą wiele szkół, wiele godzin spędzą poza rodziną
i domem, nie wiadomo gdzie; gdy ważniejszy będzie dla nich basen pływacki czy nauka
baletu, niż szkoła prawdy Bożej – katechizacja. Niestety, często tak się dzieje, że Wy sami
mówicie: moje dziecko nie ma czasu na katechizację, bo ma wiele innych zajęć. Chociaż
wszystkie nauki są bardzo ważne i doniosłe, pamiętajcie o jednym. Naprzód ukształtujcie
swoje dzieci na prawdziwych ludzi, aby zasłużyły sobie na miano, którym określono
Chrystusa, gdy sądził Go cały naród: „Oto Człowiek”. Oto prawdziwy człowiek! To jest
człowiek!
Polsce potrzeba ludzi prawdziwych, „nowych ludzi plemię, jakich jeszcze nie widziano”
– jak mówił Małaczewski – Zbrojnych miłością, pragnących prawdy, zdolnych do
sprawiedliwości i do współżycia w szacunku i pokoju.
Drogie Dzieci Boże, Matki i Ojcowie, takich owoców wychowania życzę wszystkim
w Nowodworskiej Rodzinie parafialnej. Matce Najświętszej, Świętej Bożej Rodzicielce,
Świętej Bożej Karmicielce, Świętej Bożej Wspomożycielce oddaję was w szlachetnym
trudzie rodziców chrześcijańskich. Amen.

S. WYSZYŃSKI, Wychowanie młodzieży w duchu Ewangelii. Do rodziców podczas wizytacji kanonicznej
parafii, Nowy Dwór, 24 IX 1972, w: tenże, KiPA, t. 41, s. 87-89, Cz.

73/44

Dziś więc, gdy już trochę zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy współdziałać z Matką
Chrystusową w Jej zadaniu na ziemi, wypowiadamy Wam nasze gorące pragnienie: niech
w każdej parafii powstanie zespół Pomocników Matki Kościoła343! Niech weźmie on sobie
jako zadanie pamięć o Ślubach Jasnogórskich, aby nie poszły do archiwów, oraz pamięć
o Akcie oddania Narodu w macierzyńską niewolę miłości Maryi za wolność Kościoła
w Ojczyźnie naszej i na całym świecie.
Niech w wyniku tego zobowiązania rodzice katoliccy staną odważnie i mężnie, choćby
mieli ponieść szkody materialne, w obronie wiary swoich dzieci! Tak przecież trwała pod
krzyżem swojego Syna Maryja, aby przez słodką swoją obecność być Mu pomocą
w najtrudniejszej chwili, gdy opuścił Go – zda się – Ojciec Niebieski.
Niech więc rodzice, za przykładem Maryi, stojąc w pobliżu swoich dzieci, czuwają na
straży ich wiary, która jest darem Bożym danym im przez chrzest i przez łaskę uświęcającą.
Niech nawet starsze rodzeństwo stanie się w rodzinach apostołem wiary wobec swoich
młodszych braci i sióstr.
Niech wszyscy rodzice pamiętają o słowach Chrystusa: „Dopuśćcie dzieciom przyjść do
Mnie i nie zabraniajcie im” (Mt 19,14). Powiedział to Chrystus surowo i swoje upomnienie
zaopatrzył w sankcję karną, grożąc tym, którzy gorszyliby młodzież i odzierali ją z wiary, że
lepiej by im było, aby zatopieni zostali w głębokościach morskich, aniżeli mieliby dopuścić
się zgorszenia choćby jednego z tych maluczkich (por. Mt 18,6).

S. WYSZYŃSKI, Głos z Jasnej Góry do Pomocników Matki Kościoła z okazji przekazania parafiom
Milenijnego Aktu Oddania, Jasna Góra, 26 VIII 1973, w: tenże, KiPA, t. 43, s. 365-366, Cz.

73/51

Oprócz jednak obowiązku przekazania życia, macie również obowiązek przekazania
swoim dzieciom tych dóbr, które sami posiadacie. Nie tylko dóbr materialnych, bo są to dobra
znikome. Chociaż byście waszym dzieciom nagromadzili jak najwięcej bogactw, nie
zabezpieczycie ich przyszłości. Sami kiedyś zostawicie wszystkie dobra, niczego z sobą nie
weźmiecie, i wasze dzieci też nic z nich nie wezmą. Przyjdzie czas, że wszystko wszyscy
zostawimy na ziemi, a weźmiemy z sobą tylko to, co otrzymujemy od Boga przez Kościół na
życie wieczne. Najważniejszym darem, który macie przekazać dzieciom waszym, jest wiara
i miłość Boża. Tylko to zostaje człowiekowi na zawsze. Poucza nas Apostoł, że teraz żyjemy
wiarą, nadzieją i miłością. Wiarą w Boga, miłością ku Niemu i nadzieją, że kiedyś Go
ujrzymy. Ale będzie moment, gdy pozostanie nam tylko miłość. Musicie więc dać waszym
dzieciom: wiarę, nadzieję i miłość. Nikt im tego nie da i nic im tego nie zastąpi. Ani najlepsza
szkoła, ani zawód, ani najlepiej zorganizowane życie zawodowe, narodowe czy polityczne.
Może dać to tylko Kościół Jezusa Chrystus służący całej Rodzinie ludzkiej. Tylko on ma takie
dary, które z ziemi weźmiemy z sobą do Boga. Wszystko inne zostawimy.

S. WYSZYŃSKI, Do rodziców podczas wizytacji kanonicznej parafii, Jeruzal, 23 IX 1973, w: tenże, KiPA,
t. 44, s. 62-64, Cz.

74/23

Niektórzy wychowawcy twierdzą, że wśród współczesnej młodzieży zanika rozumienie,
co to jest praca nad sobą, przezwyciężanie siebie, samoograniczenie, wyrzeczenie, ofiara;
zanika postawa służby, pomocy, uczynności, koleżeńskości. […] Najmilsi! Czy znajdzie się
dzisiaj wśród Was ktoś odważny, kto powie młodym: „Wasze życie musi być życiem
ofiarnym pełnym wyrzeczeń i przezwyciężania siebie. Nie może iść po linii nieustannie
zmieniających się zachcianek, nastrojów, upodobań”. Zastanówmy się, czy stać nas na to?

S. WYSZYŃSKI, Pełny program wychowawczy. Zakończenie rekolekcji wielkopostnych dla nauczycieli,
Warszawa, kościół seminaryjny, 30 III 1974, w: tenże, KiPA, t. 45, s. 193, W.

74/24

Nie może być ideałem dla wychowania młodego pokolenia Polski oderwanie jej od
Chrystusa, od Ewangelii i krzyża, od mocy sakramentalnych, od łaski uświęcającej, od cnót
społecznych, które uczą służby, ofiary i wyrzeczenia! Ideałem nowoczesnego wychowania
powinno być odważne przyznanie się do Ewangelii Chrystusowej, wyznawanie jej przed
ludźmi, w szkole, przed kolegami i przed młodzieżą; uruchomienie własnego serca, aby
nabrzmiało miłością społeczną i służbą.

S. WYSZYŃSKI, Pełny program wychowawczy. Zakończenie rekolekcji wielkopostnych dla nauczycieli,
Warszawa, kościół seminaryjny, 30 III 1974, w: tenże, KiPA, t. 45, s. 198, W.

75/34

To, co bardzo często w prasie nazywa się miłością, już nie jest miłością. Jest zwykłą
techniką fizjologiczną, w której już nie ma dążenia jednej osoby ludzkiej ku drugiej i więzi
z nią. Prawdziwa bowiem miłość ogarnia całego człowieka, a nie tylko jakąś jego cząsteczkę;
całego człowieka, jakim on jest, z duszą i ciałem, z umysłem, wolą i sercem, ze wszystkimi
szlachetnymi właściwościami, ale także niedolami i słabościami. Dziś natomiast nazywa się
miłością to, co miłością już nie jest.
Takie wychowanie młodzieży – jak powiedziałem w jednym z kościołów stołecznych –
prowadzi Naród do grobu. Jeśli bowiem ono się przyjmie, jeśli wejdzie w zwyczaj, to
pokolenie tak wychowane nie przekaże narodowi największej wartości, jaką może przekazać:
życia i bytowania. Pokolenie tak wychowane będzie pokoleniem grabarzy, będzie układać
Naród do grobu!

S. WYSZYŃSKI, Życie – światłością… Zakończenie rekolekcji dla młodzieży akademickiej, Warszawa,
kościół Świętego Jakuba, 22 III 1975, w: tenże, KiPA, t. 49, s. 252, W.

75/53

Trudna jest Ewangelia, ale wyznanie Ewangelii jest podźwignięciem człowieka, rodziny
i narodu. Dlatego też Kościół broni religii, broni wiary w Boga, wychowania religijnego,
krytykuje wszelkie poczynania ateistyczne. Ale tego nie można nazwać zdradą, to jest obrona
narodowej racji stanu.
Podobnie moralność chrześcijańska, wybitnie wymagająca, niesie narodowi zdrowie. Ileż
to razy słyszeliśmy, że chrześcijaństwo, moralność Chrystusowa, katolicka, są zbyt trudne.
Prawdą jest, że wymaga ofiary, wyrzeczenia się siebie, podporządkowania niższych popędów
i skłonności rozumowi, sumieniu i nakazom Bożym. Człowiek musi zapomnieć o tym, co jest
chwilowym jego upodobaniem, musi rządzić się zasadami moralności. Podobnie i naród, jeśli
ma trwać, musi się rządzić zasadami moralnymi. Jeżeli bowiem ich zaniecha i zerwie z nimi,
zanika harmonia życia i współżycia społecznego, rozpoczyna się bezład. I nie tylko miłość,
ale sprawiedliwość i pokój nie są możliwe, bo nie ma w narodzie poczucia
odpowiedzialności. Taki naród jest w błędzie, bo w każdym piśmie, które weźmie do ręki,
głoszone są takie czy inne odmiany: co jest moralne, a co nie, co jest grzechem, a co już
grzechem nie jest, co obowiązuje człowieka przyzwoitego, a co go nie obowiązuje.

S. WYSZYŃSKI, Kościół nie walczy z władzą, tylko z jej nadużyciami. Podczas uroczystości św.
Stanisława Biskupa, Kraków, Skałka, 11 V 1975, w: tenże, KiPA, t. 50, s. 157-158, W.

75/62

Nie wierzcie w to, że współczesna młodzież zagubiła pragnienie wiary. Ona jej szuka. Ale
prawda ewangeliczna musi być im podana w całym swoim autentycznym i źródłowym
wymiarze. Dlatego nieraz mówię do duszpasterzy akademickich: Nie dawajcie młodzieży
przemądrzałych książek ani też kontrowersyjnych artykułów. Nauczcie ich czytać Ewangelię
i przyzwyczajcie do tego, aby z Nowym Testamentem nie rozstawali się nawet pod
obozowym namiotem, aby w ich torbie podróżnej znalazła się raczej Ewangelia aniżeli wiele
innych zbędnych drobiazgów. Bo w niej znajdą to, co jest przedmiotem ich głodów. Znajdą
Prawdę, które na pytanie „Cóż to jest prawda?” – odpowiada spokojnie ustami Człowieka
skazanego, stojącego ze skrępowanymi dłońmi przed trybunałem mocarzy: „Jam jest Prawda”
– „Kto idzie za Mną, nie chodzi w ciemności”.

S. WYSZYŃSKI, Tylko Ewangelia oprze się rdzy czasów… Do duszpasterzy akademickich, Niepokalanów,
18 VI 1975, w: tenże, KiPA, t. 50, s. 245, W.

75/72

Chrystus z wielką miłością troszczył się o dzieci. Chciał je ochronić, osłonić,
zabezpieczyć przed złem, na ile to w ludzkich warunkach życia jest możliwe. My wiemy, że
nie wszystko dzieje się na świecie tak, jak tego pragnie Ojciec Niebieski i Jego Syn. Jak tego
pragną nawet najlepsi rodzice, którzy całe swoje życie poświęcają dzieciom. Nie zawsze
cieszą się owocami swego poświęcenia i trudu, widząc niekiedy w swojej rodzinie obok
dobrych dzieci i marnotrawnego syna. Nie wszystko więc się uda. Ale troska Chrystusa, która
udzieliła się Kościołowi, nieustannie nas, biskupów i kapłanów, skłania do tego, abyśmy i my
upominali się o dzieci i zabezpieczali je, z pomocą nauki Kościoła i z pomocą rodziców
chrześcijańskich, od wszelkiego zgorszenia.

S. WYSZYŃSKI, Błogosławione narodzenie człowieka. Do rodziców podczas nawiedzenia parafii,
Mieścisko, 19 VIII 1975, w: tenże, KiPA, t. 51, s. 89, W.

75/74

Dzisiaj naukowcy, psychologowie i pedagodzy stwierdzają, że do dobrego wychowania
dziecka potrzeba w równej mierze właściwości męskich i kobiecych. Co więcej, że każdy
człowiek nosi w sobie w pewnym, chociaż różnym stopniu, cechy męskie i kobiece. To są
właściwości psychiczne, duchowe, właściwości umysłu, woli i serca. Chociaż więc istnieją
różnice płci, to jednak zachodzą podobieństwa w psychice. W każdym mężczyźnie jest coś
z usposobienia kobiety, a w każdej kobiecie coś z właściwości mężczyzny. Dzięki temu
rodzice mogą się łatwiej porozumieć we wspólnym zadaniu w rodzinie i uzgodnić metody
wychowywania swoich synów i córek.
Pedagogika współczesna podkreśla, że najlepszy układ wychowawczy w rodzinie jest
wtedy, gdy jest w niej kilku chłopców i kilka dziewczynek, trudniejszy natomiast, gdy są sami
chłopcy lub same dziewczynki. Na skutek bowiem przemieszczenia właściwości
psychicznych, dzieci mogą lepiej oddziaływać na siebie wzajemnie.

S. WYSZYŃSKI, Błogosławione narodzenie człowieka. Do rodziców podczas nawiedzenia parafii,
Mieścisko, 19 VIII 1975, w: tenże, KiPA, t. 51, s. 89-90, W.

Za życiem

57/91

Przyglądając się w codziennym życiu tej niezwykłej tajemnicy przekazywania życia,
możemy się zastanawiać i pytać za matką synów machabejskich: „Jak się to stało?”. Boć
czymże jest tutaj działanie człowieka w obliczu tych niezwykłych owoców, że „oto człowiek
na świat się narodził” (por. J 16,21). I matka synów machabejskich wnikając w tajemnicę
poczęcia i narodzenia dopowiada: „Wiem, że to sam Bóg ukształtował członki wasze w łonie
moim” (por. 2 Mch 7,22-23).
Jest to niezwykła tajemnica wielkiej mądrości Boga, Ojca wszelkiego życia, który sam
kształtuje w łonie matek życie ludzkie. On to przecież w akcie poczęcia stwarza duszę, to
tchnienie życia, które za każdym razem sam osobiście tchnie w kształtującego się człowieka.
Rzecz ciekawa, tak oswoiliśmy się z tym procesem kształtującego się życia, iż wydaje się
on nam rzeczą zwykłą, podczas gdy jest to przecież wielki cud, trudny do pojęcia. Ludzie
domagają się aktu wiary dla wielu prostszych spraw, podczas gdy tę sprawę uważają za
zupełnie naturalną. A tymczasem w cudzie poczynającego się życia ludzkiego jest dłoń Boża,
szczególne działanie Boże. Jest w tym moc, dobroć i czułość Ojcowska, która spoczywa na
każdym poczynającym się życiu i współdziała z rodzicami, a zwłaszcza z matką, opiekuńczymi
dłońmi otaczając to, co się poczęło.
Trzeba o tym pamiętać! Jest to sprawa nie tylko dwojga ludzi, ale sprawa Boża
i tajemnica święta! Tkwi w niej tak wyraźnie wielkie działanie Boga, iż nie możemy Go nie
dostrzec. Z pełnym szacunkiem musimy się odnosić do raz poczętego i rozwijającego się
w łonie matki życia. Nie jest ono tylko naszym dziełem, ale dziełem Boga i Jego własnością,
do której On sam ma najpełniejsze prawo.

S. WYSZYŃSKI, Do pielęgniarek życia!, Warszawa, [kościół Res Sacra Miser], 18 XII 1957, w: tenże,
KiPA, t. 3, s. 320-321, Cz.
S. WYSZYŃSKI, Do pielęgniarek życia, Warszawa, kościół „Res Sacra Miser”, 18 XII 1957, w: tenże,
Dzieła zebrane, t. 3, 1956-1957, WSD, Warszawa 1999, s. 609-610.

63/15

Bóg tak chciał, aby dwoje: mężczyzna i niewiasta, łącząc się z sobą, przekazywali swym
dzieciom życie, z Boga wzięte. Oboje więc muszą pamiętać o tym, o czym nie zapomniała
Ewa, gdy po poczęciu pierwszego człowieka powiedziała: „Poczęłam człowieka przez Boga”.
Matka Boga i ludzi, Maryja, poczęła Boga-Człowieka z Ducha Świętego. I każda matka tej
ziemi poczyna człowieka, jak Ewa, przez Boga. To jest tajemnica, która jest błogosławionym
światłem między żoną a mężem. To jest tajemnica, która staje nie przeciwko nim, nie po to,
aby ich rozdzielić, czy może oddalić.

S. WYSZYŃSKI, Święty Józef – patron ojców rodzin. Do mężczyzn, Gniezno, bazylika prymasowska,
19 III 1963, w: tenże, KiPA, t. 13, s. 284, W.

68/66

Małżeństwo jest na pewno powołaniem. To nie tylko ludzka zachcianka, lecz Boże
powołanie. Trzeba o tym koniecznie pamiętać! Słowa Ewy – „Poczęłam człowieka przez
Boga” – rozumiemy lepiej na poziomie współczesnej wiedzy lekarskiej i badań naukowych.
Nie jest to sprawa ludzka, ale przede wszystkim – sprawa Boga. Wobec tego każde nowe
życie, każdy nowy człowiek jest wielkim darem Bożym dla rodziny, Narodu, Kościoła,
Ludzkości i Nieba.
Najmilsze Dzieci! Sprawa nowego życia, nowego człowieka nie jest sprawą prywatną
dwojga rodziców – matki i ojca. Wszyscy są zainteresowani w tej sprawie, a przede
wszystkim nowa istota, bo ma ona prawo do bytu, nikt jej nie może skazać na śmierć.
Zainteresowany jest tutaj sam Bóg, który chciał naszego życia – istnienia konkretnego
człowieka. Zainteresowany jest Kościół, Naród i rodzina.

S. WYSZYŃSKI, W obronie życia ludzkiego. Do rodziców katolickich podczas wizytacji
Wawrzyszew [Warszawa], 4 VIII 1968, w: tenże, KiPA, t. 29, s. 205-206, W.

68/68

I Wy, Najmilsi, musicie być mądrzy. Musicie przezwyciężać w sobie łatwiznę życia
i wszystko, co jak zła pokusa rodzi się z niej przeciwko kształtującemu się w Was nowemu
życiu. Do życia, które poczęło się pod sercem matek, macie prawo nie tylko Wy, Rodzice. Ma
prawo przede wszystkim Bóg Ojciec – Stwórca i Jezus Chrystus – Zbawca każdego
rodzącego się człowieka; ma prawo Kościół, który opiekuje się ludem Bożym i rodzina,
w której przedłuża się byt; ma prawo Naród, który powstaje z rodzin i nazywany jest
„Rodziną rodzin”, a wreszcie cała Rodzina ludzka.

S. WYSZYŃSKI, W obronie życia ludzkiego. Do rodziców katolickich podczas wizytacji parafii,
Wawrzyszew [Warszawa], 4 VIII 1968, w: tenże, KiPA, t. 29, s. 206, W.

68/70

Rodzinie grozi również niebezpieczeństwo od strony przyjmujących się praktyk
i zwyczajów, które nie doceniają sensu i znaczenia rodzącego się i kształtującego się życia.
[…] Jakże często zapomina się dziś o tym, że wielkość człowieka, choćby jeszcze nie był
narodzony – jest już uwydatniona przez wolę Stwórcy, który Sam przecież kształtuje jego
narodzenie pod sercem matki. Trzeba wsłuchiwać się w rozmowę dwóch wielkich Matek:
matki Jana i Matki Chrystusowej, aby rozumieć wysoką cenę kształtującego się dopiero
człowieka i godność matki, w której powstaje nowe życie

S. WYSZYŃSKI, Koronacja obrazu Najświętszej Rodziny, Studzianna, 18 VIII 1968, w: tenże, KiPA, t. 29,
s. 245, W.

71/17

Pozwólcie, że odwołam się do kilku przykładów z życia. Pierwszy – najbardziej nam
bliski i drogi, to ofiara naszych rodziców, matki i ojca, ich trud i poświęcenie. Rodzice
zapominają o sobie, niejako obumierają sobie, jak ziarno pszeniczne rzucone w ziemię, ale
przez oddanie całego swojego życia rodzinie, przyczyniają się do wzrostu najwspanialszego
bogactwa narodowego, jakim jest młode pokolenie. Gdyby matka nie zdobyła się na ofiarę,
gdyby uległa modnemu dzisiaj samolubstwu i wygodnictwu, gdyby wyrzekła się zaszczytu
macierzyństwa – pozostałaby sama. Nikt by do niej nie powiedział – „moja mamusiu”. Nikt
by nie wspomniał jej słodkiego imienia. Rodzina wyrzekająca się dzieci – jest martwa. Takie
rodziny wymierają, bo „imiona głupich – jak mówi Pismo Święte – wymazane są z ziemi
żyjących”.
Potrzeba rodzinie przykładu Chrystusa, który „wpadłszy w ziemię” obumarł sobie
i zrodził moce naszego wiecznego odrodzenia, życia i uświęcenia. Potrzeba przykładu św.
Wojciecha, który obumarłszy sobie, pragnął być wierny Chrystusowi i dlatego – nie zrażając
się żadnym niebezpieczeństwem – przepowiadał Ewangelię. Przez to jednak przyczynił się
w Ojczyźnie naszej – wspólnie ze św. Stanisławem, Biskupem Krakowskim i innymi
świętymi – do wspaniałego owocowania wiary Chrystusowej.

S. WYSZYŃSKI, Wołamy o ducha ofiary z siebie!… Podczas sumy w uroczystość św. Wojciecha, Gniezno,
bazylika archikatedralna, 25 IV 1971, w: tenże, KiPA, t. 36, s. 314-315, Cz.

72/28

Oto Smok staje przed Niewiastą i czeka aż porodzi, aby natychmiast pożreć Jej Dziecię.
Ale Niewiasta broni Życia, które w sobie nosi. Może wobec potęgi tego Smoka siedmiokroć
ukoronowanego, zmiatającego połowę gwiazd niebieskich w przepaść, sama nie zdołałaby
obronić tego życia, gdyby nie przyszedł z pomocą Najwyższy, który wziął Owoc Jej
błogosławionego żywota i posadził po swojej prawicy.
Ale nie myślcie, że ten obraz walki Smoka z rodzącą Niewiastą jest wyczerpany. On jest
bezkresny, ma swoje wymiary aktualne. Musimy uwrażliwić się na tę przedziwną wizję
apokaliptyczną, zrozumieć ją. W myśli Kościoła – Niewiasta oznacza Maryję; Smok oznacza
szatana nienawidzącego Jej Dziecię – Chrystusa i czyhającego, aby niszczyć błogosławiony
Owoc Jej życia. Ale Smok czyha nie tylko na Tego, który więcej nie umiera, nad którym
śmierć mocy więcej nie ma, ale na każde rodzące się życie. Wobec każdej rodzącej matki staje
ten Smok starożytny, ludożerca, gotowy zniszczyć nowe życie.
Potrzeba wielkiego męstwa, aby naśladować tę pierwszą Matkę, walczącą ze Smokiem
w obronie rodzącego się życia; aby być pomocą Matce Chrystusowej w obronie życia
rodzących się dzieci Bożych, zarówno w wymiarze fizycznym, jak i duchowym. Albowiem
zagrożenie jest równe: pożreć ciało i ducha rodzących się ludzi. Nie brak dzisiaj na świecie
ludożerców, którzy legitymują się własną niewiarą, głoszą: cuius regio, eius religio277 – kto
ma władzę, ten dyktuje wiarę czy niewiarę. Ten nieludzki program, który od dawna przyjął się
na świecie, jeszcze tu lub ówdzie wypuszcza swoje korzenie, zatrute jadem nienawiści do
Boga i wszystkiego co Boże.
W takiej sytuacji wszystkie Dzieci Boże wpatrują się w obraz Niewiasty walczącej
i naśladują Jej męstwo. Bronić życia za wszelką cenę! – To jest zadanie Maryi, która budzi
nasze sumienia swoim przykładem, i to jest program nie tylko dla rodzących matek, ale dla
wszystkich! Dla ojców rodzin, dla lekarzy; dla tych, którzy z łona matek podejmują nowe
dziecię, i dla tych, którzy stwarzają warunki na świecie, aby nowe życie przyjęło się
i utrzymało. Jest to zadanie aktualne dla wszystkich, którzy chcą stanąć przy Matce
Chrystusowej, aby Ją w tej walce wesprzeć. Bo Matka Życia staje w obronie życia. A przy
Niej – Ojciec wszelkiego Życia, Sprzymierzeniec nasz – Bóg, który obronił Dziecię
Niewiasty i który dziś broni ceny i godności życia ludzkiego.
Obrona życia to nadal jeszcze problem podstawowy naszego bytu narodowego. Przykład
Maryi, walczącej z ludożerczym Smokiem, niech zmobilizuje naszą wolę i sumienie, niech
wyzwoli w nas męstwo chrześcijańskie! Stańmy przy Matce Chrystusowej, aby bronić życia
wszystkich dzieci Bożych.
„Nie ma miejsca na dyskusje, sprawa jest jasna” – powiedział pewien człowiek
przodujący, gdy na ten temat mówiliśmy – „…ale ja jestem niewierzący”. Nie potrzeba,
Najmilsi, odwoływać się do problemu wiary czy niewiary, wystarczy być człowiekiem. Jakim
prawem człowiek, broniąc własnego życia, wydaje wyroki na życie innych, na życie
nienarodzonych?! Jak nikt nie ma prawa do zabijania w nas wiary w Boga, tak nikt na ziemi
nie ma prawa da zabijania nienarodzonych, czy też rodzących się! Zawsze to będzie
przestępstwo, zbrodnia, jakkolwiek delikatnych słówek by ludzie użyli i w jakąkolwiek
bibułkę by to owinęli. Trzeba być nieludzko uformowanym, lub moralnie zdeformowanym,
aby próbować usprawiedliwiać jakiekolwiek poczynania przeciwko życiu. Dlatego Biskupi
polscy wołają i wołać będą, chociażby mieli przed sobą wszystkich ludzi niewierzących – bo
to jest problem człowieczeństwa, a nie wiary czy niewiary!

S. WYSZYŃSKI, O naśladowaniu Matki Kościoła – przez Jej pomocników. Uroczystość
WniebowzięciaNajświętszej Maryi Panny, Jasna Góra, 15 VIII 1972, w: tenże, KiPA, t. 40, s. 337-339,
Cz.

72/31

Wy, Drogie Matki, wiecie, co to znaczy rączka dziecka, bo wyczuwacie ją, gdy się
kształtuje pod waszym sercem jeszcze przed narodzeniem człowieka. Wy, Matki i Ojcowie,
wiecie, gdzie się kształtują dłonie. I nie ma innego sposobu, nie ma innej drogi, jak tylko
odwołać się do dobrej woli matki i ojca, aby zechcieli Polsce dać nowe dłonie. Fabryki,
uczelnie, warsztaty pracy mogą dać nam wszystko, ale po dłonie trzeba się odwołać do
rodziców.
Aby zaś rodzice chcieli wypełnić swoje najszczytniejsze powołanie i posłannictwo, dając
Narodowi nowe życie, muszą być zdolni do poświęceń i ofiar, do wyrzeczenia się samych
siebie, do wyzwolenia się z samolubstwa, wygodnictwa, z życia prowadzonego na własny
tylko rachunek, nieliczącego się z potrzebami Narodu. Muszą mieć też jakiś wspaniały,
potężny wzór, z którego czerpaliby zachętę, aby rodzinie i Narodowi dać dłonie.
Gdy o tym mówię, patrzę na cudowną figurę Matki Bożej Rywałdzkiej. Może z daleka
trudno Wam coś dostrzec, ale spojrzyjcie, Najmilsze Dzieci Boże, na przedziwną grę dłoni.
Dłoń Matki podaje Dziecięciu, podtrzymywanemu dłonią – owoc. A na tym owocu
spoczywają małe rączki Dziecięcia, starające się go pochwycić i objąć. Ta, która przekazała
Życie, teraz przekazuje owoc. Wy, Matki, podobnie czynicie. Podajecie swoim dzieciom
pierś, a one chwytają ją tak, jak Dziecię Jezus ten owoc.
Gra dłoni, radość dłoni, miłość dłoni Matki do dłoni Dziecięcia! Jak gdyby przekaz
wszystkiego z moich dłoni w dłonie Chrystusa! A z Twoich dłoni, Jezu Chryste, spłynie
radość na wszystkich, którzy zaufają, że Ty jesteś Dawcą życia, że Ty możesz obudzić
sumienia i nauczyć wierności Bogu, Ewangelii i Kościołowi. Ty możesz wykrzesać w nas
wierność życiu i wolę obrony życia dusz i ciał. Przez Twoje dłonie może obudzić się
w naszym Narodzie troska o życie każdego dziecka, o świętość i nierozerwalność rodziny,
o naszą postawę służby, wierności i wyrzeczenia się siebie.
Dopiero wówczas rodzina pokrzepiona mocami sakramentalnymi, zdolna będzie
wychować młode pokolenie w wierności Ewangelii Chrystusowej, Kościołowi i jego
Pasterzom. Dopiero wtedy, gdy pod tchnieniem łaski Bożej wyzwolimy się z samolubstwa
i przestaniemy myśleć tylko o tym, co nam się należy, gdy będziemy patrzyli w daleką
przyszłość Narodu – zdobędziemy się na przezwyciężanie naszych wad narodowych,
zwłaszcza niewiary, nietrzeźwości, rozwiązłości i osiągniemy cnoty, potrzebne do
wypełnienia naszych zadań życiowych. A przede wszystkim – dochowamy wierności Maryi,
która uczy nas najwspanialszej cnoty – wierności i służby Bogu, jedności z Bogiem
i macierzyńskiej miłości do braci. Dopiero wtedy będzie się odnawiać oblicze naszego
Narodu i będzie zdolne utrzymać na sobie światło Boże.

S. WYSZYŃSKI, Potrzeba nam nowych ludzkich dłoni… Podczas koronacji figury Matki Bożej, Rywałd,
3 IX 1972, w: tenże, KiPA, t. 41, s. 10-11, Cz.

72/33

Czy rzeczywiście w Polsce dzisiaj nie ma problemu dziecka? Czy wszędzie zrozumiano,
że największym bogactwem narodu jest dziecko, człowiek? Że nie tyle olbrzymie fabryki, ile
kołyski, rozbrzmiewające płaczem dziecięcym, decydują o potędze narodu. Że bilans
gospodarki narodowej to nie tylko zestawienia budżetowe różnych przedsiębiorstw i fabryk,
ale to przede wszystkim człowiek?! – to liczba ludności w kraju!?
Niedawno byłem w pewnym mieście na Kujawach. Księża tam pracujący powiedzieli mi:
„W zeszłym roku do pierwszych klas zgłoszono 1540 dzieci, a w tym roku 710”. A gdzie
reszta? Co zrobiono z pozostałymi dziećmi? Czy my, którzy umiemy się oburzać – i słusznie!
– na to, że ofiarą nienawiści padło kilkunastu ludzi na Olimpiadzie280, umiemy pamiętać
o tym, co robimy z dziećmi Bożymi w rodzinie? Co robimy z nimi w szkole, odbierając im
niekiedy Boga? Co robimy z nimi w szpitalu, pozbawiając życia nienarodzonych? Co robimy
w fabrykach i warsztatach pracy, wyniszczając przedwcześnie siły ludzkie, stosując
kapitalistyczny system organizacji pracy i produkcji? Czy dla nas człowiek się nie liczy? Czy
przez to nie przyczyniamy się do trwonienia najcenniejszego dobra narodowego, jakim jest
człowiek?
Wobec takiej sytuacji, Dzieci Boże, trzeba spojrzeć odważnie ku tym wszystkim, którzy
zrozumieli, że największą wartością w Kościele Bożym, w rodzinie i narodzie jest człowiek;
największym skarbem narodu są dzieci! Słusznie więc napisano przed oczyma moimi słowa
Księdza Markiewicza281, waszego Założyciela: „Chciałbym zebrać miliony dzieci
opuszczonych”.

S. WYSZYŃSKI, Królowej kołysek – w hołdzie. Jubileusz 50-lecia Zgromadzenia Zakonnego Michalitów,
Miejsce Piastowe, 10 IX 1972, w: tenże, KiPA, t. 41, s. 32-33, Cz.

73/27

Na sali wykładowej toczyła się dzisiaj dyskusja w obronie życia nienarodzonych.
Pomyślmy, ilu jest wydających wyroki śmierci na nienarodzonych? I oni są sędziami! Nieraz
się mówi: matka, ojciec tego żąda, wspólnie uchwalili. I oni wydali wyrok… Jeden
z dygnitarzy państwowych w rozmowie ze mną powiedział: Sprawa procuratio abortus312?
Ależ ja jestem niewierzący! – Odpowiedziałem mu: Co to obchodzi człowieka, który może
zginąć, zanim się urodzi? On ma prawo żyć! Tutaj nie trzeba wierzących, wystarczy, aby byli
ludźmi. Trzeba być człowiekiem!
Wydajesz wyrok, zasłaniając się twoją niewiarą… A co setki tysięcy skazanych na śmierć
może obchodzić to, że ty jesteś niewierzący? Że tak myślisz, taką masz opinię, taki pogląd, że
oczytałeś się i uważasz, że to jest modne, naturalne… To wszystko są wyroki. Iudicate egeno
et pupillo313. Są między nami różni sędziowie. Wszyscy wydają jakieś wyroki. Są matki,
ojcowie, zespoły rodzin, lekarze, doradcy, przyjaciele; jest wielka rzesza ludzi, która
bezpośrednio nie bierze udziału w pozbawianiu życia nienarodzonych, ale która przybrała się
w togę sędziowską i uważa, że ma prawo wydawać wyroki…

S. WYSZYŃSKI, Duszpasterstwo w kierunku sprawiedliwości i pokoju. Konferencja wieczorna, Wrocław,
3 IV 1973, w: tenże, KiPA, t. 42, s. 252, Cz.

75/20

Współcześnie wydaje się rodzicom, że mieliby prawo przerwać ciąg życia budzącego się
pod sercem matki. Jest to wielki błąd współczesny i niezwykła zuchwałość. Jeżeli dobry Bóg
przed wiekami postanowił istnienie jakiegoś człowieka, który w zaczątku pod sercem matki
daje już dowód o swoim istnieniu, to rozpoczęły się wielkie dzieje, dzieje człowieka. Dziejów
tych żadna siła bezkarnie przerwać nie może. Nie mogą też istnieć prawa, ustawy
i rozporządzenia, które kogokolwiek upoważniałyby do przerwania życia. Nie może tego
uczynić ani władza państwowa, ani ministerstwo zdrowia, ani lekarz, ani wola małżonków,
ani wola matki. Każdy, kto uczyniłby cokolwiek przeciwko początkującemu życiu, dopuszcza
się bezprawia, bo przerywa dzieje człowieka, które Bóg zaczął od początku. Ale nie przerywa
jego istnienia i bytu.
Co może przerwać? Może przerwać to, że z kilkutygodniowego bytu, który się powoli
kształtuje, nie powstanie wielki człowiek, myśliciel, nauczyciel narodu a może jego zbawca
czy dowódca, może przyszły ojciec czy matka. Te dzieje mogą być przerwane. I człowiek
czyni to dzisiaj bardzo często. Oblicza się na milion w naszej ojczyźnie rocznic gwałtów
przerywania dziejów nowego człowieka, zapoczątkowanych przez Boga.
Powiedziałem: przerwane są dzieje, ale nieprzerwane jest istnienie. Sam Bóg, który
postanowił istnienie człowieka, stanie w jego obronie. Z człowiekiem, którego dzieje
przerwano, spotkają się kiedyś na łonie Ojca Niebieskiego wszyscy, którzy tego dokonali:
matka czy ojciec, lekarz czy lekarka, służba zdrowia czy minister, który takie zarządzenie
wydał, i twórcy ustawy, która to dopuszcza. Stąd i z owąd dochodzą do nas wiadomości, takie
czy inne państwa podejmują uchwały dopuszczające przerwanie życia ludzkiego. Nawet
w jednym kulturalnym kraju referentem ustawy dopuszczającej przerwanie
zapoczątkowanych dziejów człowieka była kobieta, minister. Składano jej życzenia.
Odpowiedziała: najsmutniejszy dzień w moim życiu. – Zresztą matka dzieci. Jak to
w psychice ludzkiej da się pogodzić, jest to tajemnicą.

S. WYSZYŃSKI, W obronie życia Polaków. Podczas nawiedzenia parafii Narodzenia NMP, Warszawa-
Leszno, 9 III 1975, w: tenże, KiPA, t. 49, s. 189-190, W.

75/26

Wychowanie seksualne – jak my mówimy: wychowanie do życia w rodzinie – nie może
polegać na propagandzie rozwodów, środków antykoncepcyjnych, uprawnień do przerywania
ciąży, na nauce o chorobach wenerycznych, o sposobach wystrzegania się konsekwencji
współżycia dwojga. To jest wywrócenie porządku. Trzeba raczej mówić o tym, jak w szeregu
najrozmaitszych władz życia osoby ludzkiej – władz duchowych, psychicznych, fizycznych,
fizjologicznych – właściwe miejsce w planie Stwórcy zajmuje również współżycie dwojga.
Ma ono szlachetne zadania i musi być wykonane zgodnie z prawami natury. Gdyby człowiek
odwrócił ten porządek i chciał korzystać z walorów współżycia dwojga, wykluczając prawo
do życia człowieka, wtedy cała psychika – nie tylko tych dwojga – uległaby absolutnemu
zniekształceniu. Naród, w którym umocniłyby się takie obyczaje, wychowałby w najbliższym
czasie pokolenie, które liczyłoby tylko na asekurację, broniąc się przed następstwami
szlachetnego posłannictwa przekazywania życia. Takie pokolenie, zrywające ze swoim
posłannictwem, doprowadziłoby Naród do grobu.

S. WYSZYŃSKI, Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Nawiedzenie parafii, Warszawa, kościół Świętego
Michała, 16 III 1975, w: tenże, KiPA, t. 49, s. 233-234, W.

75/46

Drodzy Rodzice! Patrzcie na wasze dzieci jako na warunek przyszłości i rozwoju Polski.
Patrzcie na siebie, Drogie Matki, przez wasz trud i cierpienie rodzących, jako na matki
rodzące nową Polskę. Patrzcie na swoje dzieci, Drodzy Ojcowie, poprzez wasz wysiłek,
wasze upracowane dłonie i umęczone głowy, jako na pokolenie lepszej Polski. Wtedy męka
rodzących będzie łatwiejsza do zniesienia, a trud pracujących okaże się słodkim. Jeżeli
bowiem człowiek pracujący ma rodzinę, to wie, dla kogo pracuje; jeśli jej nie ma, często jego
wysiłek i trud traci swój sens.

S. WYSZYŃSKI, Ku lepszej Polsce. Sympozjum z okazji 50-lecia Diecezji Gdańskiej, Gdańsk-Oliwa,
13 IV 1975, w: tenże, KiPA, t. 50, s. 58, W.

Kobieta i mężczyzna

57/62

Dla poprawnego rozumienia potrzeba nieustannie podkreślać to, że i mężczyzna, i kobieta
jest osobą, osobami, są jestestwami rozumnymi i wolnymi, mają każde własny cel istnienia,
zarówno ziemski – doskonałość życia, jak i wieczny – szczęście w jedności z Bogiem. To jest
coś wspólnego, to jest baza, na której trzeba się oprzeć i mocno na niej trzymać. […]
Oboje też mają swoje właściwości indywidualne i społeczne, ale ilekroć stwierdzamy te
właściwości odrębne psychiki mężczyzny i psychiki kobiety, to nie przeciwstawiają [się]
sobie, a właściwie uzupełniają się. I to uzupełnienie jest konieczne, jak to później zobaczymy.
I dlatego też zarówno w filozofii społecznej, jak i socjologii trzeba pamiętać, że zarówno
mężczyzna, jak i kobieta są podmiotem działania. […]
Wypadnie tu przypomnieć, że oboje, i mężczyzna i kobieta, są właściwie równie
niewystarczalni, mówi się w relacji społecznej. Nie tylko sobie nie wystarczalni, bo są
niewystarczalni w ogóle. By żyć i udoskonalać się, by osiągać cele własne, oboje potrzebują
pomocy społecznej i wspólnoty innych ludzi. […]

S. WYSZYŃSKI, Chrześcijańskie a neopogańskie koncepcje kobiety. Wykład dla duchowieństwa na kursie
duszpasterskim, Lublin, KUL, 28 VIII 1957, w: tenże, KiPA, t. 2, s. 356-357, Cz.
S. WYSZYŃSKI, Chrześcijańskie a neopogańskie koncepcje kobiety. Wykład na zjeździe księży na
Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, Lublin, 28 VIII 1957, w: tenże, Dzieła zebrane, t. 3, 1956-1957,
WSD, Warszawa 1999, s. 401-403.

64/127

Bóg wyznaczył obojgu – Adamowi i Ewie – wspólne zadanie na ziemi w oparciu
o wspólną im naturę ludzką, bo chociaż mężczyzną i niewiastą uczynił ich, to do obojga rzekł:
Czyńcie sobie ziemię poddaną.
Świat z trudem przebijał się przez dzieje do realizacji tego rajskiego programu
równouprawnienia. Dziś coraz lepiej to rozumie, chociaż nie bez zastrzeżeń. Trzeba przyznać,
że rewolucje społeczne przyśpieszyły ten proces – w dodatnim i ujemnym znaczeniu.
Aby jednak świat do końca zrozumiał to równouprawnienie, musi mieć stale przed
oczyma Wzór wyrazisty, pociągający – Niewiasty noszącej Boga, Dziewicy Matki. Dlatego
wzrost kultu Matki Najświętszej jest tak opatrznościowy dla ludzkości, iż można go wiązać ze
szczególnym działaniem Ducha Świętego.

S. WYSZYŃSKI, Współczesne prądy mariologiczne a potrzeby rodziny ludzkiej, Rzym, Palazzo Pio, 5 XI
1964, w: tenże, KiPA, t. 18, s. 276, W.
S. WYSZYŃSKI, Współczesne prądy mariologiczne a potrzeby rodziny ludzkiej, w: W kierunku prawdy,
pod red. bpa Bohdana Bejze, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1976, s. 86.

68/41

Za Maryją idzie mnóstwo kobiet, które służą, jak Ona i wypełniają trudne, niezbędne
zadania. Na tym polega ich potężny wkład w życie Rodziny ludzkiej. […] W każdej z Was
reprodukuje się niejako obraz naszej matki. Patrząc na Was czujemy przy sobie jak gdyby
naszą matkę… Tego, czego Ona nie mogła nam już dać, od Was oczekujemy i zawsze się
doczekamy… Matki odchodzą wcześnie, a ludziom ciągle potrzeba opieki.

S. WYSZYŃSKI, W Dniu Święta Kobiet, Warszawa, Miodowa, 8 III 1968, w: tenże, KiPA, t. 28, s. 127, W

68/52

Wspaniały to przykład dla Was, Rodzice, abyście za wzorem Maryi, czuwali nad
powierzonymi Wam dziećmi Bożymi. Nie zapominajcie o zaufaniu, jakie okazał Wam Ojciec
Niebieski, Ojciec wszystkich dzieci Bożych i waszych dzieci. Bądźcie czujni i nie pozwólcie,
aby wasze dzieci odbiegły od Boga, rozstały się z Chrystusem. Pozostańcie wierni Waszemu
szczytnemu powołaniu, nawet wtedy, gdy obok radości życia rodzinnego nawiedzą Was
smutki. A może pośrodku rodziny stanie Krzyż. Trzeba wtedy spokojnie trwać, jak Maryja na
Kalwarii – i przetrwać.

S. WYSZYŃSKI, Jezus – Maryja. Podczas koronacji figury Matki Bożej Anielskiej, Dąbrowa Górnicza,
19 V 1968, w: tenże, KiPA, t. 28, s. 406, W.

68/59

I mężczyźni, i kobiety muszą naśladować Jezusa i Maryję zarazem. Dopiero z tej pełni
czerpiemy właściwy obraz życia chrześcijańskiego. Przez to również umacnia się przedziwna
jedność na świecie, gdy tych dwoje – mąż i żona klękają razem i wspólnie wołają do Jezusa
i Maryi; gdy cała rodzina, rodzice i dzieci wieczorną porą wołają razem do Ojca, który jest
w niebie; gdy wszyscy, czyniąc znak krzyża świętego, przyzywamy Ojca i Syna i Ducha
Świętego; gdy od nas, biskupów i kapłanów, bierzecie ten znak zjednoczenia w Imię Trójcy
Świętej.

S. WYSZYŃSKI, Zwycięstwo miłości – przez Maryję, Wierzbica, 18 VI 1968, w: tenże, KiPA, t. 29, s. 81,
W.

69/18

Chrystus wrażliwy był na wszystkie potrzeby życia i świata kobiecego, wrażliwy na
prośby matek, na śmierć dziewczęcia, które wskrzesił. Przez swą naukę i sposób
postępowania zrehabilitował kobiety w świecie ówczesnym. A wiemy, że świat pogański nie
odznaczał się szczególną czcią kobiety. Chrystus dokonał zasadniczego przełomu i przez to
wskazał Kościołowi drogę, jaką ma odtąd iść świat kobiecy. Kościół za wzorem Chrystusa
nauczył ludzkość czci dla kobiet. Aby zadanie to spełnić lepiej, postawił Matkę Chrystusową,
Matkę Dziewicę na wszystkich ołtarzach świątyń, nauczył nas klękać ze czcią przed Dziewicą
– Matką. To jest początek wielkiej drogi, którą Kościół wyznacza nowej kulturze
chrześcijańskiej, wskazując właściwe miejsce kobiety w świecie Bożym. Podkreślając
wysoką godność dziewczęcia, dziewicy, niewiasty, matki, Kościół przygotował świat
dziewczęcy do godnego wypełnienia obowiązków w rodzinie i należytej oceny powołania do
macierzyństwa. Kościół dał kobiecie pole pracy. Jeszcze we wszystkich społecznościach
daleko było do wskazania w życiu politycznym czy narodowym właściwego miejsca
kobietom, a uczynił to już Kościół. Dał im pole do pracy w zakonach, w pracy społecznej,
misyjnej, dobroczynnej i apostolskiej.
Z tych kilku rzutów myślowych, które przypominają nam linie postępowania Chrystusa,
a zarazem drogą, którą idzie Kościół za Chrystusem, widzimy, że kultura chrześcijańska
mieści w sobie głęboką cześć dla kobiety: matki, rodzicielki, dziewczęcia, dziewicy, dla
kobiety powołanej do apostolstwa w życiu i pracy Kościoła.

S. WYSZYŃSKI, Chrześcijański ideał dziewczęcia i kobiety. Do Ogólnopolskiej Pielgrzymki Młodzieży
Żeńskiej, Jasna Góra, 17 VIII 1969, w: tenże, KiPA, t. 32, s. 66-67, Cz.

69/19

Gdy stoimy przed Matką Boga Człowieka i Dziewicą, trzeba zrozumieć i uznać wolę
Boga zawartą w dwoistości płci. Prosto, zwyczajnie mówi nam o tym Księga Rodzaju.
Podkreśla historyk natchniony, że sam Stwórca dwoje ludzi powołał do życia – „Mężczyzną
i niewiastą uczynił ich” – i połączył we wspólnym zadaniu. To jest wyrównanie w oczach
Boga. Do bajek należy opowiadanie o niższości świata kobiecego. Dzisiaj widzimy, że
kobieta w wielu miejscach doskonale sobie radzi z zadaniami, które nakłada na nią
współczesne życie. Ale pamiętajmy o jednym: trzeba docenić sens Boży i godność dwoistości
płci. Nie ma właściwej i istotnej różnicy między światem męskim i światem kobiecym.
Wspólne, chociaż odmienne zadanie zawarte jest w krótkim poleceniu: „Rośnijcie, mnóżcie
się, napełniajcie ziemię, czyńcie ją sobie poddaną. To najbardziej ogólnie ujęte zadanie
wskazuje na wyrównanie mężczyzny i kobiety w planie Bożym. Bóg Stwórca nie mówił tylko
do Adama, mówił do Adama i Ewy razem: Rośnijcie, mnóżcie się, czyńcie sobie – wy oboje –
ziemią poddaną. Przez wasz trud, wysiłek i pracę, przez waszą rozumność!

S. WYSZYŃSKI, Chrześcijański ideał dziewczęcia i kobiety. Do Ogólnopolskiej Pielgrzymki Młodzieży
Żeńskiej, Jasna Góra, 17 VIII 1969, w: tenże, KiPA, t. 32, s. 71-72, Cz.

71/52

Gdyby ode mnie to zależało i gdybym umiał to zrobić, zacząłbym pisanie katechizmu od
wielkiego słowa – Ojcze! Bo to jest słowo najbardziej popularne i używane w rodzinie
domowej. Przenosi się ono również na rodzinę parafialną, a także na naród. Bliski,
pogłębiający się stosunek wiernych rodzinie parafialnej do kapłana, wyraża się w tym właśnie
słowie – Ojcze. Na terenie Diecezji Lubelskiej, zwłaszcza w Chełmszczyźnie,
Biłgorajszczyźnie, Zamojszczyźnie, spotykałem się z tytułem – Ojcze Biskupie!
Ojcostwo jest potrzebą współczesnego człowieka, który w skomplikowanym bytowaniu,
poddany prawom socjologicznym, czuje się zagubiony, sierocy, osamotniony. Popatrzcie na
nową formację młodzieży, jaką tworzy świat hippisów. Przeżyłem to 15 sierpnia na Jasnej
Górze, gdy przemawiając do wybranych dzieci Bożych, do „tłustych owiec”, uświadomiłem
sobie, że za bramą wałową, na klasztornym parkingu jest obóz młodzieży wyobcowanej.
Młodzieży, która bez koszul, ale z wielkimi krzyżami zawieszonymi na gołej piersi na
zwykłym sznurku, zda się być głodna jakiegoś kontaktu z ludźmi. Oczekuje od nas ojcostwa.
Oczekuje kogoś, kto by do nich dotarł, powiedział im o Bogu prosto i zwyczajnie. Ale nikt nie
znalazł z nimi języka.

S. WYSZYŃSKI, Nowe życie w Chrystusie. Do uczestników kursu homiletyczno – katechetycznego,
Warszawa, Akademia Teologii Katolickiej, 9 IX 1971, w: tenże, KiPA, t. 38, s. 49-50, Cz.

71/55

Bóg „upatrywał” Matkę od czasów rozmowy z pierwszymi rodzicami, pierwszym
małżeństwem – Adamem i Ewą. A gdy Ją upatrzył, rozmawia z Nią o Jej macierzyństwie,
które będzie Bożym Macierzyństwem, „zaślubieniem” z Bogiem Ojcem. Dopiero wtedy, gdy
Ona już jest, gdy można Ją zobaczyć tak, jak widziano Ją w Nazaret, jak rozpoznała Ją
Elżbieta: „Matka Pana mego przyszła do mnie” – może przyjść na ziemię Jezus Chrystus, Syn
Boży, Syn Człowieczy.
Tego wymaga logika myślenia, logika ładu stwórczego i zbawczego. Nie można
okaleczać myśli Bożej! Nie można uważać Maryi za „obiekt zabytkowy”, który wypełnił
swoje zadanie i poszedł do archiwum. Plan Ojca jest inny. Ojciec, który nieustannie dopełnia
dzieła zbawiania, uświęcania, jednoczenia Rodziny ludzkiej, musi przekazywać stwórcze
moce swej Ojcowskiej miłości. Dlatego ciągle musi być przy Nim Matka, Ta, która
powiedziała w Nazaret: „Niech mi się stanie”. I stało się! Dziewica – Matką, Bóg – Ciałem!
To jest Boża teologia, teologia chrześcijańska i katolicka, teologia nieokaleczona.
Powiem ‒ teologia jak najbardziej ludzka, humanistyczna, wyjaśniająca genetyczne stany
analogiczne, przez które przechodzi każda rodzina ludzka. Jest ojciec, musi być matka. Ojciec
staje się ojcem, o ile jest matka, i to rodząca! Inaczej będzie jakiś „pan” i „pani”. Gdy „pani”
rodzi, wtedy „pan” jest ojcem. Dlatego Chrystus nie mówi: „Panie nasz, który jesteś
w niebie”, tylko: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. Bóg – Ojciec, to Rodzący Pan
Wszechświata, przez Służebnicę Pańską.

S. WYSZYŃSKI, A była tam Matka Jezusowa… Do Katolickiej Inteligencji Akademickiej „Odrodzenie”,
Jasna Góra, 18 IX 1971, w: tenże, KiPA, t. 38, s. 71-72, Cz.

74/31

Taki ideał szanowanej kobiety potrzebny jest współczesnemu światu. Obecność Maryi
w życiu religijnym, w prawdach Bożych, w Ewangelii, w życiu Kościoła, wpaja w nas nie
tylko cześć dla Matki Boga, ale cześć dla każdej matki i dla każdej kobiety. Jest to
błogosławiona dla kultury narodowej prawda. Błogosławiony jest Naród, w którego kulturze
obroniona jest cześć kobiety. Zwłaszcza, gdy same kobiety i młodzież żeńska przyczyniać się
będą do tego swoją postawą, poczuciem godności i postępowaniem. Ułatwiać to będzie
światu męskiemu, zwłaszcza młodzieńczemu, zachowanie należnego kobiecie szacunku.

S. WYSZYŃSKI, Weź w obronę Naród cały… Uroczystość Królowej Polski, Jasna Góra, 3 V 1974,
w: tenże, KiPA, t. 46, s. 9, W.

74/32

Maryja w życiu społeczności ludzkiej wszędzie tam, gdzie odbiera cześć, skutecznie
broni czci matki, siostry, córki, dziewczęcia, dziewczynki, maleństwa, bo w nich wszystkich
pozwala widzieć zadatek nowego życia. Przez taki właśnie stosunek i postawę potęguje się
i pogłębia kultura moralna i społeczna narodu. Jak bardzo jest to potrzebne, doskonale to
wszystko widzimy i odczuwamy. Dlatego bolejemy, że współcześnie jest tyle objawów zaniku
szacunku dla kobiety: dla dziewczęcia, dla matki, siostry, córki, koleżanki szkolnej,
akademickiej, czy też koleżanki z pracy zawodowej, jakkolwiek zdajemy sobie sprawę, że
w dużym stopniu zawiniły tutaj same kobiety. […]
Pamiętajmy jednakże, Dzieci Boże, że obecność Maryi w naszej kulturze religijnej ma
doniosłe znaczenie również dla kultury społecznej i narodowej.

S. WYSZYŃSKI, Weź w obronę Naród cały… Uroczystość Królowej Polski, Jasna Góra, 3 V 1974,
w: tenże, KiPA, t. 46, s. 10, W.

Modlitwa

69/17

Oddajmy Królowej Polski całą naszą Ojczyznę, naród i państwo. Wszystkich, którzy dają
Narodowi i państwu młode życie. Wszystkich, którzy młodym, życiem będą dysponowali,
aby nie zabrakło im miłości do nowonarodzonych Polaków i do rodzin, które służą
Kościołowi, Narodowi, państwu, Rodzinie ludzkiej.

Matko Pięknej Miłości! Weź w swoje ramiona wszystkie niemowlęta. Weź pod swoją
opiekę tych dwoje – matkę i ojca. Wejdź w ich rodziny, czuwaj nad nimi, wspieraj w trudnych
sytuacjach, dodawaj otuchy. Ucz miłości. Odmieniaj całe otoczenie, aby zrozumiało, że nie
masz większej radości nad tę, gdy się człowiek na świat narodzi. Ty wiesz, Matko, co to
znaczy syn, boś miała Syna – i to Bożego Syna. Naucz nas kochać najwspanialszy dar Boży –
nowe życie. Tobie je oddajemy i prosimy, aby Twoje czujne macierzyńskie oczy utrzymywały
się życzliwie na wszystkich rodzinach.

S. WYSZYŃSKI, Perspektywy duszpasterskie małżeństwa i rodziny. Na zakończenie cyklu wykładów
poświęconych zagadnieniu małżeństwa i rodziny, Warszawa, kościół akademicki Świętej Anny, 9 VI
1969, w: tenże, KiPA, t. 31, s. 405, W.

74/33

Ponawiając dzisiaj – jak każdego roku – Akt Oddania Narodu w macierzyńską niewolę
miłości Maryi, zanosimy prośby do matki Kościoła i wołamy do niej: Królowo Polski, dana
ku obronie Narodu naszego, wyjednaj, wyproś i wybłagaj przez swojego Syna u Ojca ludów
i narodów, potrzebne nam łaski. Wyjednaj naszemu Narodowi łaskę wierności Bogu,
Chrystusowi i Jego Krzyżowi.
Wyjednaj nam trwałość rodzin naszych, abyśmy nie szli na czele narodów, które mają
największy procent rodzin rozbitych, rozwiedzionych i największą liczbę dzieci sierocych,
opuszczonych, niekochanych – pomimo, że jesteśmy narodem katolickim i naśladujemy
przynajmniej w wierze, Świętą Rodzinę.
Wyjednaj nam obronę życia w naszych rodzinach, abyśmy znowu w bolesny sposób nie
przodowali przed innymi. […]
Matko nasza i Królowo! Wyjednaj nam miłość do dzieci, abyśmy uważali je za
największy skarb Narodu, który świadczy o jego życiu.
Matko życia! Broń zwartości rodzin, broń życia młodych Polaków! Daj nam zdrową,
chrześcijańską i Bożą miłość ku dzieciom naszym, taką miłość, jaką Ty miałaś do swojego
Syna.
Prosimy Cię, Królowo Polski, dana ku obronie Narodu naszego, wyjednaj nam i wyproś
wolność wychowania po katolicku naszej młodzieży.

S. WYSZYŃSKI, Weź w obronę Naród cały… Uroczystość Królowej Polski, Jasna Góra, 3 V 1974,
w: tenże, KiPA, t. 46, s. 12-13, W.

Wybór cytatów za: Stefan Kardynał Wyszyński, Nauczanie o małżeństwie i rodzinie, Antologia tekstów 1925-1981, red. Z. Struzik, Instytut Papieża Jana Pawła II, Warszawa 2012

Całość do pobrania na: https://ipjp2.pl/repozytorium/#monografie