IX Światowy Kongres Rodzin w Dublinie – synteza

Podczas Kongresu omawiano tematy dotyczące życia rodzinnego, tj.: przekazywanie wiary, wyzwania jakie stanowią dla rodziny nowe technologie, wkład rodzin w zrównoważony rozwój, konsekwencje konfliktów rodzinnych dla dzieci, rodziny bezdomne, uzależnienia, separacja, rozwody oraz relacje z homoseksualnymi członkami rodzin. Głos zabierali zarówno biskupi i naukowcy, jak też same pary małżeńskie.

Inauguracja

Kongres Duszpasterski zainaugurowali 21 sierpnia arcybiskup Dublina, Diarmuid Martin oraz prefekt Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, kard. Kevin Farrell. Witając przybyłych abp Martin zaznaczył, że Światowe Spotkanie Rodzin nie jest wydarzeniem ideologicznym, w którym oddawano by hołd jakiemuś nieistniejącemu modelowi rodziny. Nie jest odległą koncepcją, lecz miejscem, w którym naucza się, doświadcza i praktykuje współczucie, życzliwość, łagodność, cierpliwość i przebaczenie. Zauważył, że model życia rodzinnego w Irlandii uległ zmianie. Wskazał, że w obliczu nowych wyzwań konieczne jest, aby ludzkie relacje były przyodziane miłością. „Tylko moc miłości może oczyścić i odnowić nasz Kościół, nas i nasze społeczeństwo” – stwierdził metropolita irlandzkiej stolicy. Wyraził wdzięczność Bogu za różne ofiary, jakie niekiedy ponoszą rodziny, wyrażając swoją miłość i trwając w niej. „Modlimy się za tych, którzy nigdy nie doświadczyli takiej miłości lub którym taka miłość została skradziona poprzez znęcanie się lub lekceważenie” – powiedział otwierając IX Światowe Spotkanie Rodzin abp Diarmuid Martin.

Więcej o dobru dziecka

Kościół katolicki „za dużo mówił o seksie, a za mało o szkodach, wyrządzonych dzieciom w wyniku konfliktów między rodzicami” – podkreślał kard. Christoph Schönborn. Przewodniczący episkopatu Austrii wygłosił słowo wprowadzające do dyskusji o „rodzinie w tradycji żydowsko-chrześcijańskiej”. W panelu uczestniczyli też prymas Kościoła anglikańskiego Irlandii, abp Michael Jackson, prawosławny arcybiskup Michaił Nasonow oraz naczelny rabin Dublina Zalman Lent.

Arcybiskup Wiednia przypomniał, że zwrócił na to uwagę papież Franciszek, który w swojej posynodalnej adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” zrezygnował ze wskazówek moralnych, nie poruszył też tematu seksu, ale z całym naciskiem mówił o dobru dziecka.

– Dzieci najczęściej bardzo cierpią na skutek rozwodu bądź separacji rodziców, co ma niszczycielskie oddziaływanie na ich rozwój, stwierdził kard. Schönborn i przytoczył słowa papieża z jego adhortacji: „Nigdy, nigdy nie wolno wam uczynić z dziecka zakładnika!” „Amoris laetitia” jest tym papieskim dokumentem, wokół, którego toczą się kongresowe debaty. – Dobro dzieci musi być na pierwszym miejscu, mówił arcybiskup Wiednia i dodał, że trzeba też uważać na to, aby rodzice, nawet skonfliktowani i rozwiedzeni, wobec swoich dzieci zawsze mówili dobrze o swoich współmałżonkach.

Małżeństwo określił kard. Schönborn jako największą formę przyjaźni, bowiem jest ono nastawione nie tylko na stabilność, wspólne dzielenie życia i dobro drugiej osoby, ale także zawiera w sobie zgodę na nierozerwalność i wyłączność. – Kochające się osoby nie traktują swego małżeństwa jako tymczasowe, ale pragną, aby ten związek przetrwał wszelkie zawirowania – powiedział austriacki purpurat. Dodał, że silne pragnienie posiadania dzieci i fakt, że rodzice wzajemnie się kochają i chcą z sobą pozostawać pokazuje, jak bardzo wierność zakorzeniona jest w istocie ludzkiej.

Jako decydujący filar małżeństwa w ujęciu żydowsko-chrześcijańskim kard. Schönborn podkreślił wolność partnera. W tym pojęciu tylko Bóg jest centrum życia, On ma wyłączne prawo do najgłębszej, najbardziej utajonej sfery osobistej kochanego człowieka i tylko On może w pełni zaspokajać potrzeby człowieka. Dlatego partner w małżeństwie nie może oczekiwać od innych tego, „co jest tylko przywilejem Bożej miłości”, zacytował kard. Schönborn stwierdzenie ewangelickiego teologa Dietricha Bonhoeffera, na które także zwracał uwagę papież Franciszek.

Nie oceniajmy ludzi na podstawie ich wartości rynkowej

Zmieńmy swoje serca, nie oceniajmy ludzi na podstawie ich wartości rynkowej apelował kard. Luis Tagle z Manili w owacyjnie przyjętym wystąpieniu na kongresie. Temat jego przemówienia brzmiał: „Papież Franciszek i kultura odrzucenia”.

Przypomniał, że kultura odrzucenia, o której Franciszek mówi od początku swego pontyfikatu nie jest jego wymysłem, lecz ma swe początki w latach 30. XX w., gdy po wielkim kryzysie w Stanach Zjednoczonych zaczęto produkować rzeczy tak, by się szybko psuły. Trzeba było sprzedać, zarobić i zapełniać kasy pancerne państw. Przez to „zaprogramowane starzenie się” stopniowo rozwijała się nowa kultura, zmieniająca mentalność wszystkich: „Nawet jeśli twój samochód jeszcze dobrze jeździł, przekonywano nas, że jest już przestarzały, niemodny, że w sumie powinniśmy go zmienić. Przekonywano nas, że czujemy się niezadowoleni”. W tamtych czasach było to postrzegane nie jako wynaturzenie, tylko jako czyn patriotyczny, bo wydajemy pieniądze (korzystając, wyrzucając i kupując ponownie) dla dobra państwa, co niepostrzeżenie zaakceptowaliśmy.

Jednak z czasem zaprogramowane starzenie się wyemigrowało z dziedziny samochodów i pralek do dziedziny wartości, priorytetów, stylu życia i postrzegania świata, przenikając całą kulturę. Cytując teksty ekonomistów z lat 60. arcybiskup Manili wykazał, jak ludzie zaczęli być oceniani na podstawie możliwości ich wykorzystania, zaś wyrzucanie uznano za coś dobrego. Dopiero w latach 80. narodziła się odpowiedzialność społeczna i ekologiczna w związku z zanieczyszczeniem środowiska odpadami, a w latach 90. zaczęto domagać się, by produkty dotychczas przedwcześnie wyrzucane zyskały większą trwałość.

Kard. Tagle zaproponował zrobienie rachunku sumienia, gdyż „także my urodziliśmy się i dorastaliśmy w świecie, który zna jedynie kulturę odrzucenia, przez którą niszczymy swoje zdrowie, swój dobrostan, swoją mentalność”. – Papież prosi nas, byśmy się zatrzymali, bo negatywne skutki [kultury odrzucenia – KAI] już niszczą nasz wspólny dom, który Bóg stworzył taki piękny – stwierdził filipiński purpurat.

Dodał z uśmiechem, że według tej kultury „także twój współmałżonek jest w pewnym sensie dotknięty tym zaprogramowanym starzeniem się i może być zastąpiony”. – Na akcie małżeństwa powinniśmy umieszczać datę ważności! Śmieję się, ale tak się dzieje i jest to poważna rzecz – zaznaczył metropolita Manili.

Jego zdaniem dwa teksty Franciszka: encyklika „Laudato si’” (o trosce o wspólny dom) i adhortacja apostolska „Amoris laetitia” (o miłości w rodzinie) mają wspólną konkluzję, gdyż w obu papież mówi o ekologii integralnej, w którą włącza ekologię człowieka. – Musimy odzyskać znaczenie osoby. To jest wielki wkład, jaki chrześcijaństwo powinno dzisiaj wnieść, wpatrując się w misterium Trójcy Świętej – wskazał hierarcha. Jednostka żyje bowiem w izolacji, zaś osoba w relacji. Nasza tożsamość rodzi się w relacji, jaką mamy z innymi: jesteśmy ojcami, jeśli mamy dzieci, mężami, jeśli mamy żonę, a kiedy syn utraci relację z rodzicami „zmienia imię – staje się sierotą”. – Trzeba wyjść z pułapki indywidualizmu, zrozumieć, że odnajdujemy samych siebie tylko wtedy, gdy w centrum stawiamy innego. W przeciwnym razie będziemy wyrzucać odpady, czyli tego, kto nie jest użyteczny, zajmuje miejsce, nie przynosi zysku – analizował arcybiskup stolicy Filipin.

Podzielił się wspomnieniem z 1973 r., gdy po zdaniu matury otrzymał od rodziców zegarek, który do dziś nosi. Często słyszy: „Eminencja jest chodzącym muzeum, proszę go wyrzucić, kardynał zasługuje na coś lepszego”. – Ale to nie jest przedmiot, ten zegarek ma oblicze, moi rodzice zadłużyli się, żeby zrobić mi prezent. Nigdy nie będzie starociem, bo ma oblicze miłości mojego ojca i mojej matki. Kiedy widzą, że go noszę są szczęśliwi – wyznał kard. Tagle, dodając, że jego rodzice właśnie obchodzą 62. rocznicę ślubu.

Jego zdaniem nie jest przesadą twierdzenie, iż dzisiaj także ludzi mierzy się „według ich wartości rynkowej”. Papież ukazuje to na konkretnych przykładach z codziennego życia, gdy odrzuca się – bo nie są na tym rynku nic warci – nienarodzone dzieci, starców, niepełnosprawnych, ludzi, którzy popełnili w życiu błędy i są odtrącani jako przestępcy, dzieci i kobiety będące ofiarami handlu ludźmi, „zamienione w towar”, uchodźców, ofiary dyskryminacji, choć nie zrobiły nic złego… – Ale to są osoby! – wołał purpurat, który jako przewodniczący Caritas Internationalis na własne oczy widział, jak na granicy Macedonii i Grecji kierowca autobusu domagał się od migrantów pięć razy więcej za bilet. – Nawet z ludzkiego nieszczęścia uczynił biznes – ubolewał arcybiskup Manili.

Swe wystąpienie zakończył apelem o osobiste nawrócenie, przemianę serc, powrót do korzeni naszej duchowości, do świadectwa świętych, o skupienie się bardziej na swych relacjach niż na użyteczności. Nikt nie prosi nas, byśmy zbawili świat. Wystarczy przejście od odrzucenia do troski, wystarczą małe gesty dobroci. – Zapewniam was, że wystarczą, aby zobaczyć narodziny nowego życia osób odrzuconych. Tak jak u chłopaka-narkomana, który powiedział mi: „Jestem śmieciem, nie mam żadnej nadziei”, a po kilku latach spotkałem go, gdy pomagał innym się uratować. Odnalazł własną wartość jako część Bożego stworzenia – powiedział kard. Tagle.

Rodzina w kryzysie

W pierwszym dniu kongresu duszpasterskiego wiele mówiono o komplementarności kobiety i mężczyzny, kryzysie zawierania małżeństw, rodzinach z chorymi i niepełnosprawnymi dziećmi, rodzinnych przedsiębiorstwach, a także o tym, jak skutecznie pomagać rodzinie mówiono w pierwszym dniu kongresu duszpasterskiego.

Abp Diarmuid Martin sprzeciwił się patrzeniu na to zgromadzenie, jak na „ideologiczne spotkanie mające na celu świętowanie takiego typu rodziny, który prawdopodobnie już dzisiaj nie istnieje”. – Rodzina nie jest starodawnym pojęciem ideologicznym, lecz stanowi miejsce uczenia się, praktykowania i szerzenia współczucia, dobroci, cierpliwości i przebaczenia – podkreślił arcybiskup Dublina.

Uczestniczący w panelu nt. małżeństwa jako drogi do radości prymas Kanady kard. Gérald Lacroix przyznał, że statystyki potwierdzają, iż wiele małżeństw kończy się rozwodem, czasem niedługo po ślubie. Inną obserwowaną tendencją jest zakładanie rodziny z jednoczesną rezygnacją z zawierania małżeństwa, uważanego za „staromodną, przestarzałą, a nawet ograniczającą tradycję”. Tymczasem z adhortacji Franciszka wynika wizja małżeństwa jako „siły, która może zmienić życie, małżonków, rodzinę, świat”, zauważył arcybiskup Quebeku.

Ordynariusz irlandzkiej diecezji Limerick bp Brendan Leahy, który przewodniczył panelowi dyskusyjnemu nt. wyzwań napotykanych w przekazywaniu wiary dzieciom w rodzinie, podkreślił znaczenie tej „misji ewangelizacyjnej rodziny w Kościele”. Utrudnia ją obecny styl życia, począwszy od godziny pracy po złożoność dzisiejszego świata. Nie należy jednak się zniechęcać. Możemy „mieć poczucie, że nie udało nam się przekazać wiary”, ale „przykład rodziców pozostaje”. Hierarcha dodał, że „żadna rodzina nie spada z nieba w pełni uformowana”, lecz każda „jest na drodze bezinteresownej miłości”, która obejmuje także „heroiczne przebaczenie”.

Komplementarność płci

Podczas panelu poświęconego komplementarności matek i ojców Francuzi Emmanuel i Marie Gabrielle Ménager ze wspólnoty Emanuel zaznaczyli, że różnica płci wzywa ich do przeżywania swej komunii poprzez dar z samego siebie, na wzór Trójcy Świętej. Komplementarność seksualna wspiera ten wzajemny dar rodziców dokonywany w miłości małżeńskiej, niezbędny dla integralnego i harmonijnego rozwoju dzieci.

Claire i John Grabowski z komisji ds. świeckich, małżeństwa, rodziny i młodzieży konferencji episkopatu USA podkreślili, że różnice między mężczyzną i kobietą oraz komplementarność ojca i matki są darami Bożymi dla dobra rodziny. Przekonywali, że „płeć biologiczna i społeczno-kulturowa rola płci (gender) mogą być odrębne, ale nie są od siebie oddzielone”. Wskazywali na głęboki wpływ, jaki na wychowanie dzieci ma „świadectwo różnic ich rodziców jako mężczyzny i kobiety oraz ich wzajemna miłość i współpraca”. Zadanie podtrzymywania życia oraz tworzenia relacji dotyczy szczególnie matek, „których wrodzony geniusz – doświadczenie ciąży i szczególnej miłości, jaką ona wywołuje – nie może być niedoceniany lub pomijany w dążeniu do równości”. Z kolei ojcowie uzupełniają matki poprzez stawianie dziecku granic, wspieranie „zdrowego podejmowania ryzyka” i służenie rodzinie poprzez swą pracę. Dlatego papież w adhortacji pisze, że ojciec jest „tak samo konieczny jak czuła matka”, choć role te i zadania bywają płynne, w zależności od potrzeb konkretnej rodziny. Jednak „tylko kobiety mogą być matkami i tylko mężczyźni mogą być ojcami, zgodnie ze swymi odmiennymi darami”.

Rodzina a społeczeństwo

Ekonomista z ruchu Focolari Luigino Bruni, promujący ekonomię komunii, powiedział, że rodzina jest zasobem dla społeczeństwa. Jego zdaniem służy ona gospodarce nie wtedy, gdy dużo konsumuje, lecz gdy konsumuje mało, ale tworzy „więcej dóbr relacyjnych, duchowych i etycznych, niezbędnych dla ożywienia i rozwoju gospodarczego”.

Przewodniczący Chrześcijańskich Stowarzyszeń Włoskich Pracowników (ACLI) Andrea Alessi i jego żona Lidia Borzì nie mogą mieć dzieci. Mówili o tym, że ich miłość małżeńska wyraża się w trosce o najsłabszych, stali się więc „płodni społecznie”. W ACLI starają się wcielać w życie dwie dobre praktyki: tworzyć miejsca pracy, co jest szczególnie ważne dla ludzi młodych, by mogli założyć rodzinę, oraz organizować przekazywanie niesprzedanego, a wciąż dobrego chleba stołówkom dla ubogich.

Gordian Gudenus, partner i dyrektor Banku Gutmanna z Wiednia zauważył, że rodziny zajmujące się przedsiębiorczością odgrywają kluczową rolę w pomnażaniu wspólnego dobra, w rozwoju społecznym i w zaspokajaniu potrzeb gospodarczych ludzkości. Firmy rodzinne stanowią dwie trzecie wszystkich przedsiębiorstw na świecie, zatrudniają 60 proc. pracowników i wypracowują ponad 70 proc. światowego PKB. Ponadto, zdaniem bankiera, wartości rodzinne pomagają „wznieść się ponad dominację egoizmu i krótkoterminowe cele gospodarcze” i wypracowywać „strategie w stawianiu czoła przyszłym wyzwaniom”. Dzięki skupieniu na sukcesie długoterminowym i trosce o przyszłe pokolenia „firmy rodzinne są naturalnymi stronnikami kapitalizmu bardziej świadomego, gdyż starają się zostawić pozytywne dziedzictwo następnym pokoleniom”, wbrew presji, z powodu której szefowie innych przedsiębiorstw „wierzą (fałszywie), że sprawy zawodowe są nie do pogodzenia” z ich życiem rodzinnym i duchowym. Według Gaudensa, zadaniem Kościoła jest wspieranie wartości rodzinnych wśród przedsiębiorców, pomagając im przeżywać swe powołanie jako punktów odniesienia i wiernych zarządców swoich firm, a także stawać się skutecznymi czynnikami społecznej i gospodarczej integracji.

O rodzinach migrantów mówił ks. Michael Czerny, podsekretarz Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka. Zwrócił uwagę na anormalność nieposiadania swego miejsca na Ziemi, co dla chrześcijan musi być wezwaniem do przyjęcia obcokrajowców. Przekonywał, że rodziny migrantów nie tylko są „potrzebujące i zasługujące na nasze miłosierdzie”, lecz mogą ze swej strony pomóc w ochronie najsłabszych czy też wspierać integralny rozwój innych. – Niech nasz Kościół uczy się coraz bardziej towarzyszyć migrantom i staje się coraz lepszym Kościołem zdolnym do towarzyszenia wszystkim rodzinom w procesie szybkich przemian – życzył duchowny.

Rodziny a najsłabsi

Podczas kongresu głos zabrał także chory na zespół Downa specjalista od marketingu Michael Gannon. Wziął on udział w panelu poświęconym wspieraniu rodzin ze specjalnymi potrzebami. Przyznał, że większość rodziców ogarnia smutek, gdy rodzi się im dziecko z zespołem Downa. – Moi rodzice i dziadkowie wierzyli, że Pan zatroszczy się o mnie i da im siłę do zrobienia dla mnie wszystkiego co najlepsze – wyznał mężczyzna. Opowiadał, że w domu nauczył się modlić, co uświadamia mu obecność Boga, który mu pomaga. Gannon jest zaangażowany w życie swoje parafii. Napisał także dwie książki.Reprezentujący wspólnotę Arki Tim Kearney z USA zwrócił uwagę, że osoby z potrzebami specjalnymi mogą inspirować zdrowych. Ludzie z niepełnosprawnością intelektualną potrzebują relacji i przyjaźni „tak samo, jeśli nie bardziej”, jak leczenia. Jednak dla ich rozwoju konieczne jest środowisko (rodzina, sąsiedztwo, parafia), w którym ich przyjaźń i „dary serca” są zauważone.Marian i Vincent Bradley z Irlandii Północnej mówili o tym, jak zmienia się życie całej rodziny, gdy rodzi się w niej chore dziecko, „z potrzebami specjalnymi”. – Zaczęło się nasze nowe życie, złożone z bólu, strat i wyzwań. Inna i samotna droga, przebywana razem z nielicznymi ludźmi, którzy postanowili stać u naszego boku – opowiadali rodzice, wspominając o rezygnacji z kariery zawodowej, niemożliwości wyjazdu na wakacje czy wyjścia na kolację do restauracji, a nawet zaplanowania czegokolwiek. Wielką pomocą była lektura Biblii i zapewnienie Jezusa: „Nie lękajcie się, wierzcie we Mnie”, które towarzyszy im każdego dnia. Rodzice zrozumieli, że powinni edukować ludzi wokół, jak wygląda życie chorych. Zaczęli więc w parafii organizować nabożeństwa dla chorych dzieci. Jednocześnie przyznali, że obok zmęczenia w ich życiu jest też wiele radości i miłości, bo wokół córki całkowicie zależnej od opieki toczy się życie całej rodziny, której ona stanowi centrum. Prawdziwymi bohaterami są dwaj starsi bracia dziewczynki, którzy pomagają rodzicom w zajmowaniu się nią. – Widzimy, jak świat się zmienia z powodu jej obecności – oświadczyli rodzice. Dali też wyraz trosce o przyszłość córki po ich śmierci, ale złożyli wszystko w ręce Boga, który „jest Ojcem [ich] rodziny”.

Radość i wyrzeczenia

– To w rodzinie otrzymujemy życie. To tam uczymy się dzielić się, cieszyć i cierpieć, doświadczać choroby i stawiać czoła śmierci, w tej szkole człowieczeństwa coraz bardziej bogatego i pełnego. Miłość czyni ją najbardziej konkretną spośród utopii – mówili Anna i Alberto Friso z ruchu Focolari. Powoływali się na doświadczenia tych, którzy nie wycofali się w obliczu choroby Alzheimera u bliskiej osoby czy w obliczu „upokorzenia zdradą”; rodzin, które adoptują niepełnosprawne dzieci, biorą do siebie starych rodziców albo córkę, która zaszła ciążę, otwierają swe domy dla migrantów, współpracują w wyrwaniu dziecka z uzależnienia. Państwo Friso wyznali, że w ciągu ponad 50 lat małżeństwa musieli „nauczyć się poznawać się i ufać sobie nawzajem, przyjmować innych, mieć nadzieję, cierpieć i walczyć”. – Płakaliśmy i świętowaliśmy, doświadczając, że najważniejsza jest miłość – stwierdzili włoscy małżonkowie.

W podobnym duchu wypowiedzieli się Verónica i José Luis Villaseñor. – Małżeństwo jest kombinacją radości i wyrzeczeń, napięć i wypoczynku, cierpienia i wyzwolenia, zadowolenia i dążeń, trudu i wesela. Żadna rodzina nie jest doskonała, wymaga stopniowego dojrzewania swej zdolności do kochania – mówili małżonkowie z Meksyku, których rodzina jest wielodzietna, a dwoje dzieci zginęło w wypadku samochodowym. Dzieląc się własnym doświadczeniem, stwierdzili, że „kiedy para małżeńska skupia się na wychowywaniu dzieci i troszczy się o przekazywanie wiary i o formację etyczną, dzieci uczą się żyć z większym poczuciem bezpieczeństwa, zgodnie i są bardziej szczęśliwe”.

Na kongresie nie zabrakło też troski o rodziny bezdomne. – Bezdomni stanowią niewidzialny świat z powodu obojętności, jaka ich otacza, populację żyjącą na marginesie naszych miast, często wręcz na progu naszych domów. Odmawia się im najbardziej elementarnych praw – wyliczała Maria Mercedes Rossi z włoskiej Wspólnoty Papieża Jana XXIII. Powołując się na dane ONZ, poinformowała, że na świecie jest około 100 mln bezdomnych, a 1,6 mld ludzi nie ma odpowiedniego mieszkania.

Jak pomagać rodzinom?

Wykładowcy historii ekonomii na Uniwersytecie Bolońskim Vera i Stefano Zamagni zwrócili uwagę, że „wszystkie środki publiczne mające pomóc rodzinie, wprowadzone często ad hoc, takie jak becikowe czy różnego rodzaju bony edukacyjne nie prowadzą do osiągnięcia celu, jakim jest skuteczne wsparcie rodzin, gdyż brakuje im kontynuacji i pewności”. Ich zdaniem rozwiązaniem byłoby niższe opodatkovani rkdziny w zależności od jej liczebności i dochodów. Chodzi o system fiskalny, który zapewniałby strukturalne wsparcie rodzinom, a nie o rozwiązania tymczasowe. Potrzebna jest także harmonizacja czasu pracą i życia rodzinnego, które obejmuje nie tylko wychowywanie dzieci, ale również relacje międzyrodzinne w łonie Kościoła i społeczeństwa.

Grupa św. Teresy z archidiecezji Toledo w Hiszpanii, pomagająca kobietom po separacji lub rozwodzie, przedstawiła tamtejsze „Dyrektorium duszpasterstwa rodzin”. Zawiera ono serię projektów towarzyszenia wiernym, od par narzeczonych, przez pary w ciągu pierwszych pięciu lat po ślubie, po rodziny przeżywające kryzys lub rozstanie. Spotkania odrębne dla różnych grup obejmują modlitwę, katechezę i wymianę doświadczeń. Mają na celu umacnianie relacji małżeńskich i rodzinnych.

Jak chronić dar życia?

„Jako ludzie inspirowani Ewangelią życia i Ewangelią rodziny, jesteśmy wszyscy powołani, by być misjonarzami na rzecz życia, w domu – w naszych rodzinach, ale także w naszych parafiach, wspólnotach, miejscach pracy i spotkań towarzyskich” – powiedział abp Eamon Martin, arcybiskup Armagh i prymas całej Irlandii mówiąc o darze nowego życia.

Abp Martin wyraził uznanie dla wielu swoich rodaków, którzy świadczą o potrzebie miłości, szacunku i ochrony życia będącego darem Bożym. Podkreślił szczególnie zaangażowanie w tym dziele katolików świeckich- Jednocześnie wskazał na trudny klimat cywilizacyjny: „Nasza młodzież otoczona jest tym, co papież Franciszek określa mianem «kultury odrzucenia» oraz mentalnością antykoncepcyjną i anty-rodzinną” – stwierdził prymas całej Irlandii. Jednocześnie dodał, że ludziom młodym oferowane jest „technokratyczne uprzedmiotowienie” narodzin dziecka, możliwych „niezależnie od stosunków seksualnych”.

Jego zdaniem „orędzie Kościoła na temat życia i rodziny budowanej na wiernej relacji miłości między mężczyzną a kobietą, otwartej na dar dzieci, będących owocem tej miłości, jest dobrą nowiną dla społeczeństwa i dla świata. „Państwo, które naprawdę miłuje wolność, będzie szanowało sumienie swoich obywateli, w tym swoich przedstawicieli publicznych, lekarzy i pielęgniarek, odnośnie do tak ważnej ludzkiej wartości” – powiedział abp Eamon Martin.

Rodzina i miłość

Co robić, kiedy latają talerze, rola dziadków w przekazie wiary między pokoleniami, odpowiedzialne ojcostwo, płodna miłość, przygotowanie do małżeństwa w parafiach czy też handel ludźmi w dzisiejszym świecie – to niektóre z tematów drugiego dnia kongresu.

Ponad 300 osób wysłuchało wykładu prof. Rocco Buttiglione „Ukryty skarb: teologia ciała św. Jana Pawła II”. W swoim wystąpieniu nie tylko ukazał jej podstawy, ale także jej aktualność i atrakcyjność. Prof. Buttiglione odpowiedział też na pytanie dlaczego nauka Jana Pawła II jest ukrytym skarbem. „Ponieważ jest to prawda odwieczna, ale wyrażona z wnętrza życia dzisiejszego człowieka. To jest właśnie Sobór [Watykański II] – mówił prof. Buttiglione. – Sobór nie chce zmieniać odwiecznej prawdy, ale wyrazić ją na nowo wychodząc z życia współczesnego człowieka, aby każdy dzisiejszy człowiek mógł żyć pełnią życia w Jezusie Chrystusie, tzn. żyć pełnią życia Kościoła”.

Także wystąpienie ks. Jamesa Martina SJ wzbudziło wielkie zainteresowanie. Amerykański jezuita mówił o tym, jak przyjmować osoby LGTB i ich rodziny we wspólnotach parafialnych. Niektórzy są katolikami i bardzo często mają bolesne doświadczenie odrzucenia. Ks. Martin zachęcał, aby okazać im szacunek, zrozumienie i znaleźć miejsce w Kościele, tj. w lokalnych wspólnotach parafialnych.

Czego szuka młodzież?

Kościół może być kontrkulturą, której szuka młodzież – taką opinię przedstawił Isaac Withers z Wielkiej Brytanii. Jego zdaniem dzisiaj „głównym wyzwaniem dla młodzieży jest wiedzieć, jak radzić sobie w życiu w społeczeństwie żyjącym pod presją, przeżywającym szybkie zmiany i rozdrobnionym”. Młodzi ludzie są osamotnieni, a sytuację tę pogarsza jeszcze „erozja wcześniej ustalonych norm”, a także brak zaufania do instytucji. – Obecne pokolenie jest niezadowolone i potrzebuje kontrkultury – zauważył młody Brytyjczyk. – Jestem przekonany, że gdyby Kościół był prawdziwą wspólnotą zbudowaną wokół relacji z Jezusem, to bylibyśmy tą kontrkulturą. Withers z ramienia konferencji episkopatu Anglii i Walii uczestniczył w marcu br. w przedsynodalnym spotkaniu młodzieży, poprzedzającym zgromadzenie Synodu Biskupów w październiku br.

Konieczny dar przebaczania

W Kongresie nie brakowało szczerych świadectw, gdzie małżonkowie dzielą się przeżywanymi kryzysami, trudnościami i problemami. Aby przezwyciężyć kryzysy i zranienia w małżeństwie konieczne jest przebaczenie, które wypływa z samego źródła miłości – tak o problemach w swoim małżeństwie mówili Torbjorn i Sallyann Huss. Po siedmiu latach wspólnego życia przeszli kryzys, depresja spowodowana była m.in. brakiem dzieci. „Musieliśmy nauczyć się na nowo wzajemnej komunikacji i umiejętności słuchania i rozumienia siebie – stwierdzili małżonkowie. – Bardzo pomagała nam w tym wspólnota, której charyzmatem jest wspieranie małżeństw w kryzysie. Ich szczere świadectwa wlały w nasze serca nadzieję”.

O trudnościach w małżeńskim życiu i ich przezwyciężaniu mówił także Carlos Compoy Osset z Hiszpanii. Przyznał, że 4 lata po ślubie zakochał się w innej kobiecie. Wyjść z tej sytuacji pomogła mu bardzo intensywna modlitwa oraz bardzo szczera rozmowa z żoną, która z cierpliwością wspierała go w jego walce o wierność i słowność.

Irlandzka pisarka Bairbre Cahill, matka czworga dzieci, w swoim świadectwie wskazała na codzienne zmagania każdej rodziny. „Wszyscy chcieliby wrócić do domu i zrelaksować się, odpocząć, ale życie rodzinne nie funkcjonuje w ten sposób – przyznała. – Nasze dzieci staraliśmy się nauczyć, że życie w rodzinie to wspólne przedsięwzięcie, coś, co tworzy się razem, nad czym, na wiele sposobów, pracuje się codziennie”.

Nadużycia seksualne podkopały wiarygodność Kościoła

Prymas Irlandii abp Eamon Martin oświadczył, że nadużycia seksualne podkopały wiarygodność Kościoła i jego możliwości głoszenia swego przesłania o małżeństwie i rodzinie. – Są ludzie, którzy czują, że nie mogą już dłużej ufać naszemu przesłaniu, ponieważ ich rodziny zostały bezpośrednio zranione i zdradzone w swoim doświadczeniu Kościoła albo ponieważ ujawnienie tych strasznych przestępstw wstrząsnęło nimi do głębi – przyznał metropolita Armagh.

Przypomniał list Benedykta XVI do katolików Irlandii z 2010 r., w którym papież napisał, że grzechy i przestępstwa nadużyć seksualnych w Kościele nie tylko miały tragiczne skutki w życiu ofiar i ich rodzin, ale także zaciemniły światło Ewangelii. – Według mnie jest to prawdą szczególnie w przypadku Ewangelii o rodzinie – dodał abp Martin. Jego zdaniem Kościół musi dziś szukać nowych sposobów przekazywania „naszych szczerze wyznawanych poglądów” na temat małżeństwa i rodziny.

Przywództwo kobiet

Odbyło się także sympozjum poświęcone globalnemu wpływowi przywództwa kobiet, któremu przewodniczyła irlandzka buisnesswoman i nadawca Norah Casey oraz szefowa mediów w USA, Susan Ann Davis. Podkreślano rolę kobiet w rodzinie, a zarazem jako osób odgrywających istotną rolę w działalności gospodarczej, zwalczaniu ubóstwa oraz procederu handlu ludźmi. Zapewniają one opiekę zdrowotną i edukację dla ubogich, przewodzą organizacjom pozarządowym, a także odgrywają istotną rolę w życiu politycznym swoich krajów.

Rodzina wielkim darem Boga

W obliczu „licznych opinii i ideologii sprzecznych z chrześcijańską wizją rodziny”, jedynym przekonującym argumentem są fakty, czyli „wewnętrzna radość i osobiste poczucie bezpieczeństwa, jakie daje rodzina”. Mówił o tym kard. Kevin Farrell w homilii podczas Mszy św. kończącej trzydniowy kongres duszpasterski. Przekonywał, że „rodzina rzeczywiście jest wielkim darem Boga dla ludzkości i radością dla świata”.

Prefekt Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia zauważył, że dziś wielu ludzi nie wie z „bezpośredniego doświadczenia”, czym jest rodzina chrześcijańska. Zna natomiast trudne historie o utraconej miłości, rozstaniu, samotności, opuszczeniu, może więc żywić różne uprzedzenia wobec rodziny. Tymczasem to w rodzinie „przeżywamy proste, ale podstawowe relacje między małżonkami, rodzicami i dziećmi, dziadkami i wnukami”, które są „źródłem wielkiego szczęścia i wzajemnego ubogacania się”. Możliwość uszczęśliwienia współmałżonka, wychowywania dzieci, pocieszania ich, zachęcania, korygowania i ukierunkowania daje dużo zadowolenia i „żaden sposób nie stanowi przeszkody dla mojego szczęścia”. Co więcej, rodzina jest gwarancją „dobrostanu fizycznego i mentalnego”. Jej chorzy i najsłabsi członkowie otrzymują w niej pełną miłości opiekę. Rodzina „zapewnia właściwy rozwój człowieka” i formuje do współpracy, poświęcenia, współczucia i dobroci. To w niej otrzymujemy najlepsze przygotowanie do małżeństwa – wyliczał kardynał.

Stwierdził, że kiedy kobieta i mężczyzna zakładają rodzinę zaczynają rozumieć, iż są wezwani do uczestnictwa w stwórczym dziele Boga. Odkrywają, że współpracują z Nim, dając życie i stając się dla swych dzieci odblaskiem darmowej miłości Boga Ojca.

W rodzinie dzieci otrzymują wychowanie religijne i uczą się modlić, gdyż „wiara jest przekazywana w kontekście osobowych relacji, w klimacie miłości i wzajemnego zaufania”.

Najmłodsi uczestnicy Kongresu byli świadkami prezentacji „Youcat”, czyli katechizmu przygotowanego specjalnie dla dzieci. W sposób przystępny i bogato ilustrowany przedstawione zostały główne prawdy wiary, sakramenty oraz życie Jezusa Chrystusa.

Podsumowania

Zakończył się Kongres – teraz czas wyciągnąć wnioski i głosić „Ewangelię rodziny, która jest radością wszystkich”. Z tym zgadzają się wszyscy uczestnicy spotkania.

Cristina Schlichting, znana dziennikarka katolicka Radia Cope uważa, że kongres był fantastyczny i można było wiele się nauczyć. „Czymś naprawdę fascynującym jest możliwość spotkania się z ludźmi z całego świata, poczuć się ich siostrą i rozmawiać o różnego rodzaju problemach, które w pewnych sytuacjach są inne, ponieważ każdy kraj i kontynent ma swoje priorytety. Ale główne problemy w tej globalnej wiosce są takie same” – podkreśla dziennikarka. Wskazuje, że Kongres Duszpasterski pokazał, że Kościół – miejsce nieustannej odnowy osobistej i stałej radości – jest miejscem wielkiej inteligencji i kreatywności. „Potwierdza to również coś, czego nauczyliśmy się od Benedykta XVI: centralna jedność rozumu i wiary. Naprawdę – jak mówił Wojtyła – nie powinniśmy się lękać, powinniśmy otworzyć drzwi Chrystusowi, ponieważ jest to pasjonujące nawet z punktu widzenia czystej racjonalności” – wskazuje Schlichting.

Abp Braulio Rodríguez, Prymas Hiszpanii, jest realistą co do sytuacji małżeństwa i rodziny w swoim kraju oraz wyzwań jakie niesie ona dla Kościoła. „W ciągu kilku ostatnich lat zobaczyliśmy wielki spadek związków małżeńskich, tj. sakramentu małżeństwa i wzrost tzw. małżeństw cywilnych. Z drugiej strony nastąpił ogromny wzrost liczby rozwodów i separacji, ponieważ nasze prawo oferuje rozwód na zawołanie, rozwód ekspresowy, bez względu na to, czy druga strona chce go, czy nie” – podkreśla abp Rodríguez. Stwierdza, że te zmiany zdecydowanie nie przynoszą ludziom szczęścia, choć politycy myślą zupełnie inaczej. Wskazuje też na wyzwanie jakim jest odnowienie jedności kobiety i mężczyzny, także przeciwko ideologii gender. „Musi to być świadectwo konkretne, ze wszystkimi swoimi trudnościami i ograniczeniami. Tylko to może zmienić ten świat: Duch Święty i miłoć oSóc, która odnawia się zgodnie z tym, jak Bóg nas stworzył. Stworzył nas mężczyzną i kobietą pragnąc, abyśmy zostali zbawieni” – podkreśla Prymas Hiszpanii. Wyznaje, że doskonale pamięta pierwsze spotkanie rodzin w 1994 r. z Janem Pawłem II. „Już wówczas mówiło się o tej rzeczywistości. Ewangelia życia, ewangelia rodziny jest czymś, co nigdy się nie kończy, podobnie jak Błogosławieństwa. W każdym pokoleniu trzeba je realizować i nimi żyć” – wskazuje abp Rodríguez.

W Kongresie Duszpasterskim uczestniczył również Manuel Soto, który wraz z żoną przyjechał z Meksyku. „Jesteśmy bardzo dumni z naszego Papieża. Jest Latynosem, mówi po hiszpańsku i świetnie sobie radzi. Bardzo w niego wierzymy i modlimy się w jego intencji. Jego rola jest bardzo trudna. Jest wiele trudnych problemów, którym odważnie stawia czoła – mówi Manuel Soto. – Fakt, że mówi otwarcie o problemach społecznych Kościoła, o wykorzystywaniu seksualnym przez duchownych w Kościele jest bardzo ważny, robi to odważnie. Szczerze uważam, że jeśli Kościół nie stawi czoła tym problemom, aby całkowicie im zapobiec i jeśli nie zostaną ukarani winni to wiele osób odejdzie od wiary katolickiej. Życzymy wiele sił Papieżowi Franciszkowi, który chce wyrwać to zło z korzeniami”.

Ks. Przemysław Drąg, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin, zwraca uwagę na ogromny wysiłek organizacyjny Irlandczyków. Program spotkania został tak pomyślany, aby pokazać, jak poszczególne rodziny żyją Ewangelią rodziny na co dzień. Dlatego też reakcje odbiorców poszczególnych konferencji były bardzo żywe. To nie były wykłady teoretyczne, to było coś, czym ci ludzie żyli. „W związku z tym – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Drąg – jestem głęboko przekonany, że to przyniesie swoje owoce”.

„To nie był przegadany kongres, to nie była tylko jakaś refleksja naukowa, ale osadzenie Ewangelii rodziny w konkretach, tym cenniejsze, że jak podkreślało wiele rodzin, z tym samym problemami borykają się rodziny w Tanzanii, Stanach Zjednoczonych, Syrii, Kanadzie itd. Oczywiście można się nie zgadzać ze wszystkim sprawami, były referaty, które mogły budzić wątpliwości, ale patrząc na reakcję kapłanów i rodzin, widzę, że każdy z nas wyjeżdża stąd przekonany, że małżeństwo jest przepięknym sakramentem, po drugie jest możliwe do przeżycia dzisiaj, że kwestia jedności i nierozerwalności małżeństwa, jest czymś podstawowym, co daje potężną siłę – mówi ks. Przemysław Drąg. – Chciałbym też jeszcze podkreślić doświadczenie wiary. Ci ludzie przyjechali tutaj nie dlatego, że chcieli sobie zrobić wycieczkę czy posłuchać referatów, przyjechali spotkać się jako żywy Kościół z Jezusem Chrystusem. Ponadto nie wiem, czy takie było założenie, czy tak to po prostu wyszło, ale wiele z tych konferencji było prowadzonych prostym językiem, dostępnym dla zwykłego słuchacza. Nie mam takich informacji, że było za trudno, że nie zrozumieliśmy czegoś, że prelegenci odlecieli gdzieś w jakieś chmury filozoficzne czy niedostępne galaktyki języka teologicznego. Ludzie czują się tutaj u siebie”.

Ks. Drąg dodał również, że w dobrym przeżywaniu tego kongresu pomagała wielka życzliwość Irlandczyków i to nie tylko wolontariuszy, ale ludzi na ulicy, którzy pytają, czy nie potrzeba pomocy, wskazują drogę, wyjaśniają, jakim trzeba pojechać autobusem. „To wpłynęło na atmosferę kongresu, który pomimo wielu obaw przebiega w bardzo przyjaznej atmosferze, wśród ludzi, którzy wiedzą, po co tu przyjechali” – wskazał ks. Drąg.

Większość uczestników Kongresu Duszpasterskiego została w Dublinie, aby towarzyszyć Papieżowi w jego niełatwej podróży do Irlandii.

KAI